Chiny subiektywnieWiadomości

Chiny, ich ogromne pieniądze, albo wariacje na temat mitu Króla Midasa

Chiny przynajmniej od paru sezonów kojarzone są z większymi pieniędzmi. Tymi zarówno w dyspozycji państwa, gromadzonymi w formie rezerw walutowych, ale również tymi ulewającymi się w sposób niekontrolowany z portfeli chińskich nowobogackich. Mało się już w zasadzie słyszy o Rosjanach płacących za wszystko gotówką, bez specjalnego wnikania w realną wartość poszczególnych przedmiotów zakupów. Dzisiaj prymat wśród światowych nuworyszy dzierżą Chińczycy.

Właśnie wpadł mi w ręce artykuł opisujący sytuację na rynku nieruchomości w Nowym Jorku. Chińczycy psują rynek. Broń Boże nie zaniżają cen. Po prostu biorą jak leci, nie negocjują jak im się jakiś apartament podoba, tylko płacą określoną cenę. Często gotówką. Żadnych kredytów, pożyczek, napinania się i uzależniania na najbliższe kilkadziesiąt lat. Rodzimi nowojorczycy są przy takiej konkurencji bez szans. Nie dysponują gotówką w takim stopniu jak goście z Państwa Środka.

To tylko jakiś drobny przykład, fragment większej całości obrazującej jak wielkimi środkami dysponują dzisiaj Chińczycy i z jaką łatwością zalewają swoimi oszczędnościami i nadwyżkami świat. Chińskie pieniądze głównie jednak wydawane są w Chinach. Nimi przecież głównie pompowany jest wewnętrzny rynek nieruchomości. Wysokość cen za mieszkania w największych miastach ChRL przeciętnego Polaka może przyprawić o ciężką migrenę. Pisałem niedawno, jak to tegoroczny laureat Literackiej Nagrody Nobla, Mo Yan, powiedział w wywiadzie udzielonym chińskiej prasie, że za tą nagrodę nie jest w stanie kupić sobie większego mieszkania w Pekinie. Przypomnę, że nagroda ta to okolice 4 milionów złotych. W Pekinie za tą kwotę można kupić co najwyżej apartament o powierzchni 68 metrów i to raczej poza centrum miasta. Niemniej jednak wśród Chińczyków są coraz to nowi zainteresowania takimi mieszkaniami, a nawet większymi. Dużo większymi i droższymi.

Chińczycy zarabiają pieniądze jako pracownicy i jako przedsiębiorcy. Państwo za przykazaniem Deng Xiaopinga pozwoliło ludowi bogacić się. Bo to nie wstyd żaden dla komunisty posiadać. Jak mawiał znany w Polsce Ojciec Dyrektor "a co mam jeździć do pracy na krowie?". No przecież, że nie wypada. Dlatego też różne koty białe i czarne ganiają za wszelkiego rodzaju gryzoniami okazji i dzięki swej aktywności, sprytowi, umiejętnemu wykorzystywaniu guanxi obrastają w tłuszczyk. I dają się lepiej ustawić, krewnym, znajomym, kolegom z wojska.

Zawsze się może komuś nie podobać taki płytki, jednowymiarowy świat. Zazwyczaj artyści tęsknią za "rzeczami większymi i pełnymi powietrza". Ale nawet ten artysta, który woli być głodny, za to niezwykle płodny, może wreszcie zainteresować się sytuacją, w której zamiast namiotu ze śmieci zbieranych na podwórcach wspaniałych osiedli otrzyma swój kawałek w artystycznej enklawie miasta, będzie miał tam pracownię, mieszkanie, galerię, jeśli trzeba. Przyjdą tam niekumaci nuworysze i zapłacą dowolnie wysoką sumę za każde dzieło, którym można się będzie pochwalić wśród kolegów z biura, basenu, klubu golfowego. Artysta żyjący dotąd na marginesie społeczeństwa, może teraz zażyczyć sobie kilku milionów yuanów za pojedynczy obraz, rzeźbę, instalację, powieść. I dostanie. Pod jednym, drobnym warunkiem. Będzie mógł sobie tęsknić za czasami kiedy "były rzeczy piękne i pełne powietrza", ale po cichu, kameralnie, sam ze sobą. Albo-albo. Większość buntowników dokonuje oczywistego wyboru. Tym łatwiejszego, że w zasadzie nikomu spośród upartych kontestatorów nie udało się niczego wielkiego osiągnąć. Nawet zarobić tych paru groszy na spokojną starość.

Wydawać by się mogło zatem, że może z pewnymi chwilowymi wstrząsami, ale wyłącznie krótkotrwałymi, system napędzany gotówką sprawdza się znakomicie. Przecież absolutna większość każdego społeczeństwa na świecie chce zażywać dobrobytu, a osiągnąwszy go, chce go utrzymać i nie brać sobie na łeb żadnych kłopotów grożących destabilizacją. To oczywiste. Mniej klarowne za to jest jak długo jeszcze będzie płynął strumień, czy może raczej wielka rzeka gotówki. Jeśli źródło osłabnie (bo wyschnąć nie ma szans), to co wtedy? Czy Chińczyków łączy dzisiaj coś więcej niż chęć zdobywania majątku, zarabiania pieniędzy, takiego dość nieskomplikowanego pojmowania świata, bez troski o pierdoły typu etyka? Trudno dzisiaj znaleźć taki łącznik. Prawdziwy.

Istnieje zawsze taka możliwość, że wszystkie czarne i białe koty z braku gryzoni zaczną szukać innego celu swoich wypraw łowieckich. Co, czy raczej kto może być celem polowania łatwo przewidzieć. Z braku laku można pożreć łaskawego pana, który wprawdzie przez lata podrzucał smaczne kąski, ale wreszcie przestał. Jemu właśnie przyjdzie wziąć na siebie rolę smacznego kąska. I on o tym dobrze wie. A miało być tak pięknie….

 

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close