Wiadomości

Chiny: Projekcje „Django” Q.Tarantino odwołane

Od co najmniej kilku tygodni chińscy kinomani ostrzyli sobie zęby na niezły kinowy kąsek, jakim bez wątpienia miał być "Django" Quentina Tarantino. Miał to być pierwszy film tego reżysera pokazywany publicznie i oficjalnie w Chinach. Tarantino poszedł na daleko idące ustępstwa, aby doprowadzić do dystrybucji swojego dzieła w Chinach Ludowych. Przystał na dyktat Pekinu i zrealizował nowy montaż filmu, zgodnie z zaleceniami chińskich cenzorów. Pomimo tego projekcje filmu wstrzymano nagle, wręcz w trakcie pierwszych seansów.

Sytuacja zaskoczyła nie tylko producentów filmu, chińskiego dystrybutora, ale przede wszystkim Chińczyków Ludowych. Wstrzymanie dystrybucji "Django" nastąpiło nagle, chociaż film wszedł do oficjalnej dystrybucji, po kolaudacji i otrzymaniu "błogosławieństwa" chińskiego cenzora. Rozpoczęto przedsprzedaż biletów w kinach, a także w internecie. Jako datę rozpoczęcia wyświetlania filmu we wszystkich większych miastach Chin ustalono czwartek 11 kwietnia. Projektory ruszyły, ale już w pierwszej minucie projekcji w kinach zapaliło się światło. Jak przekazali natychmiast użytkownicy Weibo (chiński odpowiednik Twittera) znajdujący się w kinach, do sal weszli pracownicy obsługi kin informując, że zgodnie z zaleceniem Komitetu do spraw Radia, Filmu i Telewizji wyświetlanie filmu Quentina Tarantino zostaje przesunięte w czasie. Widzom zwraca się pieniądze za bilety w miejscach ich nabycia.

W przypadku sprzedaży biletów w chińskiej sieci jest to bodaj pierwszy taki przypadek.

Internauci natychmiast podchwycili temat. Cóż takiego się stało, że przeprowadzono tak nieprofesjonalną jak na chińskie standardy kontroli publikacji i widowisk ogólnokrajową akcję?

Część internautów podejrzewa, że problemem dla chińskich decydentów od kina może być stopień agresji i przemocy zawarty w filmie. Inni sądzą, że cenzorom ostatecznie nie spodobała się nagość ujawniona w końcówce filmu. Oponenci nie szczędzą kpin tego typu argumentom. Przywołują przykłady popularnych tasiemcowych seriali emitowanych przez główny kanał telewizyjny Chin, czyli CCTV1. Jeden z tych seriali, rozgrywający się podczas japońskiej okupacji Chin dostarczył ostatnio widzom obrazków, o których trudno powiedzieć, aby nie zawierały skrajnej przemocy, jak również nagości. Bohater serii, chiński patriota rozprawia się z japońskimi żołdakami za pomocą miecza. Przynajmniej w jednym przypadku rozcinadjango, chiny, leszek slazyk, 1 wroga na pół (dosłownie) od czubka głowy po krocze, po czym obie połówki ciachniętego okupanta odskakują od siebie w fontannach krwi.

W innej scenie niewielki oddział chińskich żołnierzy ratuje w ostatniej chwili młodą dziewczynę, którą właśnie zamierzali zgwałcić Japończycy. Naga dziewczyna staje przed swoimi rodakami na baczność i salutuje.

django, chiny, leszek slazyk, 2

Czyż nie jest to epatowanie przemocą i nagością? Do tego w dość karkołomnych kontekstach?

Zapewniam, że dla większości Chińczyków naga dziewczyna salutująca żołnierzom w chwilę po tym jak grupa samców próbowała ją zgwałcić, a potem prawdopodobnie zamordować, to kpina ze zdrowego rozsądku, tragifarsa, nadużycie. Ale szoł biznes to szoł biznes.

Duża grupa internautów twierdzi, że problem "Django" leży zupełnie gdzie indziej niż w seksie, nagości, przelewanej krwi. Chodzi o wydźwięk filmu, jego przesłanie. "Dr Shultz nie tylko zdjął łańcuchy z rąk Django. On go nauczył jak być wolnym". To jedna z opinii, którą nerwowa i niezgrabna reakcja chińskiego Radiokomitetu zdaje się potwierdzać.

Niewolnicy, którzy wyrywają się z niewoli i zabijają tych, którzy ich niewolili? Oj , to faktycznie pachnie prowokacją. Przynajmniej dla kogoś kto w jakiś sposób utożsamia się z nadzorcą niewolników.

django, chiny, leszek slazyk, 3

Django wykastrowany

Źródła: Shanghaiist, Seeing Red in China, WCT

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close