Import Z ChinWiadomości

Praca bezpośrednio z armatorem – oszczędność czy porażka… ??

Paweł Grądzki: Spedycja jest prosta. Spedycji można nauczyć małpkę. Taką tezę głoszę odkąd zacząłem pracę w tej branży. Nie ma nic prostszego, od sytuacji w której mamy przyjąć zlecenie, “ogarnąć” je, zlecić dalej, odprawić towar i dostarczyć do “domu” lub też wysłać “w świat”…

Prawda, że takie czynności zupełnie spokojnie wykona małpka ? Średnio “inteligentna” małpka jest w stanie nauczyć się automatyzacji procesów i je wprowadzić na rynek.

Ale…

Ale zdarzają się przypadki, że “małpka” sobie nie poradzi… I tutaj dochodzimy do sytuacji w której osoba zaangażowanego, inteligentnego i zaangażowanego spedytora poradzi sobie z każdym problemem.

Nie będę posługiwał się przypadkami “z życia wziętymi” ale teoretycznie pokaże Państwu rolę spedytora w procesie przewozu. W dzisiejszej wypowiedzi skupie się na chęci oszczędzenia 100 lub 150 dolków prowizji spedytora…

Przypuśćmy, że klient bezpośredni armatora zlecił mu transport ładunku z portu A via port B do portu docelowego portu C (dlaczego bezpośrednio? Bo ponoć taniej…). Dead line na dostarczenie ładunku do potu przeznaczenia to 30/11 AD dowolnego roku.

Ponieważ daliśmy zlecenie przewoźnikowi z odpowiednim wyprzedzeniem nic nie zwiastuje “pięknej katastrofy”… 14 dni zapasu na wprowadzenie towaru na rynek ;-) LUZIK!!!!

Armator zlecenie przyjął (oczywiście na warunkach konosamentowych), zlecił swojemu oddziałowi w miejscu załadunku kontakt z załadowcą, kontener został załadowany, podjęty i dostarczony do portu. Armator wystawił konosament, w którym zawarł informacje nt. portu załadunku oraz statku inicjującego proces transportowy. Nie skłamał!!!! Ani też nie oszukał, ani nie nagiął rzeczywistości…

Klient otrzymał konosament, ucieszył się, że towar tak szybko został odebrany (czas nagli – święta za pasem!!) i spokojnie oczekuje na awizację nadejścia. Mija tydzień, drugi, trzeci a nawet czwarty, a awizacji nadejścia nie widać. Towar potrzebny na promocję która ma odbyć się chwilkę przed świętami Bożego Narodzenia, a kontenera z zawartością NIE WIDAĆ!!! Zaniepokojony klient dzwoni więc do armatora i zaczyna nerwowe poszukiwanie swojego towaru… Armator nabiera wody w usta i… KATASTROFA!!!! Towar na promocję się spóźni, bo STOI w porcie B i czeka na “oklaski”… Przewoźnik staje na głowie i ładuje kontener na najbliższą okazję załadowczą…

Z 14 dni zapasu zostało nam 7…

Teoretycznie powinno wszystko zagrać jak w szwajcarskim zegarku. Znana linia żeglugowa, żegluga liniowa, terminy określone niemal co do godziny a tu taka wtopa…

Co stało się po drodze ?

Armator ZAPOMNIAŁ zabrać naszego kontenera ;-) Jakie to proste prawda ? Dlaczego zapomniał ? Tego się nie dowiemy, ale moje doświadczenie w branży pozwala mi domniemywać, że powodem “zrolowania” kontenera może być np. wpadający znienacka duży buking od “key account company”, który to buking powoduje, że nasz kontener jako ten “mniej ważny” z punktu widzenia przewoźnika ląduje na końcu cargo listy i w końcu nie mieści się w planie załadunkowym… Albo też “dowolny” inny powód. Lista wymówek armatora jest w zasadzie nieograniczona ;-) A nasz czas na dotarcie kontenera się wydłuża…

Z założonego czasu transportu (z wyprzedzeniem) już zostało nam odjęte wspomniane przynajmniej 7 dni… Ale na domiar złego, statek na który nasz kontener w końcu został załadowany miał awarię. I nasz towar został wyładowany w porcie D (gdzieś po “D”rodze) i czeka na kolejną okazję załadowczą. Ale okazuje się, niestety, że ten port do którego zawinął nasz statek po awarii nie jest głównym portem do którego zawijają statki oceaniczne naszego przewoźnika, tylko jakimś małym lokalnym terminalem gdzie armator generalnie NIE ZAWIJA!!!!

Nasz towar stoi w porcie “D”. Armator relokuje wszystkie ładunki serwisem dowozowym do portu gdzie jego statki zawijają liniowo.  Niestety ze względu na tzw. wysoki sezon wszystkie kolejne statki są załadowane “po kokardkę” i nasz ładunek czeka aż do portu zawinie statek, który będzie w stanie go zabrać.

W tym momencie przypomnę, że nasz kontener został zrolowany przez pewnego “key accounta” którego kontenery na pewno będą zabrane w pierwszej kolejności…

A nasz towar czeka sobie spokojnie ;-) Z 7 dni zapasu zostało dni 0 (słownie ZERO!!!!) żeby nie powiedzieć, że mamy opóźnienie przynajmniej 7 dniowe…

W końcu nasz opóźniony kontener dociera do portu wyładunku. Już nie mieścimy się w terminie dostawy, ale na domiar złego przy okazji odprawy celnej okazuje się, że dokumentacja którą dostarczył nam agent armatora jest mocno niekompletna, nieprawidłowo wystawiona, bądź też po prostu jej nie ma!!!! Kolejne parę dni opóźnienia…

W końcu 27/12 nasz ładunek ląduje w naszym magazynie. Rozpakowując bombki i inne ozdoby choinkowe, liczymy straty wynikające z kosztów magazynowania, kosztów “promocji w sieci handlowej”, dodajemy pieniądze którymi obciążyła nas ta właśnie sieć za nie dostarczenie towaru promocję, liczymy w końcu nasze ponadplanowe siwe włosy i nucimy sobie cicho “cicha noc, święta noc”…

Piszemy więc “claim leter” do przewoźnika, w który wskazujemy, że to, to i tamto. A nasz przewoźnik w krótkich żołnierskich słowach kiluje nasz wniosek, wskazując, że przyjął nasze zlecenie na WARUNKACH KONOSAMENTOWYCH!!!!! A w nich słowa nie ma o terminowości… Jest tylko klauzula, która mówi, że przewoźnik zobowiązuje się do dostarczenia towaru w kontenerze X z miejsca A do C…

Nieprawdopodobne ? A jednak jakże możliwe…

Zapraszam do komentowania ;-)

ps. spedytor dużo wcześniej niż my zweryfikowałby problem i znalazł rozwiązanie… No ale to aż 150 dolków…

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button