Blog importera

Chiny: lęk przed twardym lądowaniem

Jak zwykle u nas nad Wisłą, ważniejsze są lokalne sprawy dotyczące tego kto kogo wypchnie za burtę i odetnie dzisiaj lub jutro od koryta (czy raczej rury dostarczającej tlen i przyjemne pokarmy), niż historie dużego kalibru, które funkcjonują  gdzieś tam na odległym marginesie. Tak odległym, że żadna audycja informacyjna najważniejszych polskich telewizji nie poświęciła im wczoraj sekundy  uwagi.

Tymczasem na świecie rozgrywają się wydarzenia znacznie ważniejsze dla naszej bliskiej przyszłości niż nowe fantasmagorie byłego premiera, czy zręczne polityczne dryblingi obecnego szefa rządu.

Wczoraj wieczorem kanał informacyjny CNN poświęcił godzinę z okładem sytuacji ekonomicznej w Chinach. Amerykanie nie mają wątpliwości, że stan gospodarki Państwa Środka ma wpływ na całość ekonomii globalnej. Chociażby przez swój rozmiar uzyskany dzięki nam wszystkim, chętnym nabyć towary tańsze niż te wyprodukowane u siebie.

Deficyt handlowy Chin

Jak poinformował wczoraj Wei Jianguo, chiński wiceminister handlu, Chiny mogą doświadczyć w przyszłym roku pierwszego od prawie 20 lat deficytu handlowego, czyli sprowadzą więcej towarów i usług niż wyeksportują.

Przeważnie wrzesień i październik są miesiącami, w których wartość eksportu w Chinach osiąga szczyt, bowiem Europa i USA w związku z grudniowymi świętami importują najwięcej. Jednak w tym roku popyt jest zdecydowanie mniejszy – zauważył Wei.

"Chińskie firmy produkujące na eksport przeżywają najgorsze chwile od lat. Możliwość deficytu handlowego w przyszłym roku nie może być wykluczona" – powiedział dziennikowi "China Daily" Wei, który pełni również funkcję sekretarza generalnego Chińskiego Centrum Międzynarodowej Wymiany Handlowej. Ostatni deficyt handlowy odnotowano w ChRL w 1993 roku!

Europa, która jest największym partnerem handlowym Chin, przeżywa obecnie najgorszą recesję od czasów drugiej wojny światowej, wraz z postępującym kryzysem zadłużeniowym oraz obciążonym systemem finansowym – dodał wiceminister. Wymiana handlowa między Europą a Chinami wyniosła 480 miliardów dolarów w 2010 roku, co stanowi 16,1 proc. całej wymiany chińskiej ze światem.

Zdaniem Wei, nadwyżka handlowa w bieżącym roku prawdopodobnie spadnie do poziomu 50-100 miliardów dolarów, ze 183 miliardów w ubiegłym roku.

Wrzesień był drugim z kolei miesiącem, gdzie zanotowano spadki nadwyżki do 14,5 miliarda dolarów, a import i eksport spadały szybciej niż się tego spodziewano.

Wartość eksportu we wrześniu wzrosła o 17,1 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, w sierpniu wskaźnik ten wyniósł 24,5 proc.

Produkcja przemysłowa

Według najnowszych informacji banku HSBC, który prowadzi stały monitoring poziomu produkcji i eksportu w Chinach, III kwartał tego roku jest kolejnym okresem, w którym wysokość produkcji przemysłowej spada.

Komentując najnowsze dane  Indeksu Rynków Wschodzących HSBC (HSBC Emerging Markets) Stephen King, główny ekonomista Grupy HSBC, powiedział: "Indeks rynków wschodzących HSBC (EMI) nie jest tak słaby, jak podczas kryzysu finansowego w latach 2008-2009, lecz mimo wszystko uległ ponownemu spowolnieniu w trzecim kwartale 2011 roku, spadając do najniższego poziomu od dziewięciu kwartałów. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest sytuacja w sektorze przemysłowym – ostatnie wyniki wskazują jednoznacznie na jego regres. Sektor usługowy w dalszym ciągu się rozwija, ale w znacznie wolniejszym tempie. Poziom aktywności w tym sektorze jest obecnie niepokojąco niski.

Produkcja sektora przemysłowego spadła w Brazylii, Chinach, Singapurze, RPA, Korei Południowej i na Tajwanie. Producenci z RPA i Tajwanu odnotowali szczególnie znaczące tempo spadku produkcji. Za nimi znalazła się Brazylia, gdzie tempo spadku produkcji było najszybsze od Q1 2009. Chiny z kolei odnotowały umiarkowane tempo spadku.

Jak zwykle kiedy czytamy wypowiedzi Bardzo Ważnych Osób z Banków nie do końca wiemy o co chodzi. Zupełnie jak w klasycznym dialogu, kiedy to spotyka się dwóch dawnych znajomych Żydów.

Pierwszy pyta: "Co tam u pana, panie Rozenkratz?"

"Dobrze" – odpowiada zapytany.

"A tak w dwóch słowach?" – ciągnie za język pierwszy.

"Nie-dobrze" – odpowiada Rozenkrantz.

No i z tą produkcją przemysłową mamy podobnie. Spada, ale właściwie jest dobrze. Jednak spada w stosunku do poprzedniego kwartału, a powinniśmy mieć do czynienia z najwyższym nasileniem produkcji w całym roku. A więc zdecydowanie niedobrze.

Świat nie ma pieniędzy nawet na te najtańsze produkty. Co więcej Chiny przestały być tanie. Tracą nimi zainteresowanie wszystkie firmy operujące na rynkach niskich cen. Czyli te, które operują ogromnymi ilościami towarów.

Twarde lądowanie?

CNN nie poświęcił wczoraj zbyt wiele uwagi urlopowi marszałka Schetyny, ani wywiadowi Kaczyńskiego, którego udzielił "Rzeczpospolitej". To oczywiście skandal wymagający personalnej interwencji niezawodnego duetu Fotyga-Macierewicz, który należy wysłać najbliższym lotem rejsowym do Nowego Jorku, żeby tam pochodzili po ulicach szukając winnych tej zniewagi. CNN natomiast poświęcił wiele czasu wypowiedziom fachowców z różnych stron świata, którzy odpowiadali na to samo pytanie: czy obecna sytuacja ekonomiczna świata zwiastuje "twarde lądowanie" gospodarki chińskiej? I jak to zwykle bywa w przypadku Chin część zapytanych odpowiadała na pytanie twierdząco, inna część odrzucała taką wizję przyszłości Państwa Środka.

Słuchając tych wypowiedzi zdałem sobie sprawę, że nie ma odpowiedzi pewnej, popartej bezdyskusyjnymi faktami. Głównie dlatego, że rozmawiając o Chinach opieramy się o dane, co do których nie ma absolutnie żadnej pewności. Wszystkie niemalże dane makroekonomiczne generowane są przez Pekin, a ten z kolei opiera się o dane lokalnych władz prowincjonalnych, które nie chcą w oczach swoich szefów wypaść słabo.

Chiny moim zdaniem dały się wpuścić w podobną pułapkę jaką zgotowały sobie wcześniej Stany Zjednoczone i Europa. Grono wybitnych specjalistów żyjących w silnie odrealnionym świecie, zwanym dawniej Towarzystwem Wzajemnej Adoracji, wpadli na ideę ewolucyjnego rozwoju gospodarek i społeczeństw, w którego efekcie wszyscy ludzie zajmować się będę wysokimi technologiami oraz pracą w świecie wirtualnym. Stany i Europa wyeksportowały etaty spawaczy, tokarzy, szwaczek, operatorów linii produkcyjnych do krajów biedniejszych, głównie do Chin. Po kilku latach dobrego funkcjonowania takiego układu okazało się, że w tak zwanych społeczeństwach rozwiniętych nie ma miejsca dla osób, które nie chcą być dyrektorami do spraw marketingu i zarządzania, lub takich, którym Bóg nie dał talentów informatyczno-matematycznych. I o dziwo: okazało się, że takich osób jest naprawdę sporo. Niesamowite!

Dzisiaj podobny pomysł mają Chiny promując na siłę przyszłościowy model społeczeństwa chińskiego dającego światu rewolucyjne technologie. Tylko jaki udział w tym społeczeństwie będzie miało 800 milionów dzisiejszych rolników, spośród których ponad 200 milionów to prości robotnicy wędrujący, będący w stanie podjąć się prac typu kopanie, kucie, malowanie? Bo już ze spawaniem są kłopoty? Chińscy ekonomiści, a za nimi światowi spece od finansów uspokajają, że Chiny przejdą łagodnie drogę z pozycji największego eksportera świata, do właściwie autonomicznego organizmu gospodarczego importującego surowce, lub – jeśli plany neokolonialne Pekinu uda się zrealizować – mającego swoje własne zamorskie tych surowców źródła.

Pewnie się mylę, ale widzę poważne zarysowania na tym jakże cudownym obrazku. Tak samo jak na pomyśle ratowania Europy za chińskie pieniądze. W czasie, kiedy Chiny wciąż uznawane są oficjalnie za kraj rozwijający się, a zatem przez Europę dotowany bezpośrednio, w formie celowej pomocy finansowej lub pośrednio, na przykład poprzez specjalne stawki celne na niektóre towary.

A może zamiast martwić się o twarde lądowanie Chin warto by zacząć myśleć o własnym losie? Od dawna wiadomo, że wielkim korporacjom i zwykłym zjadaczom chleba nie jest po drodze. Korporacje liczą zyski w skali globalnej, nie przejmując się lokalnymi problemami. A to my sami musimy – często beznadziejnie – borykać się z lokalnymi , naszymi własnymi problemami. Może nadszedł najwyższy czas, żeby proporcje odwrócić? I skoro Chiny chcą być traktowane jako równorzędny partner zastosować identyczne taryfy celne na chińskie towary jakie Chiny stosują wobec towarów europejskich? Niech korporacje zaczną otwierać fabryki u nas, a nie korzystać ze sztucznie regulowanego stosunku kursu yuana do dolara.

Zadziwiony jestem stoicką biernością fachowców od finansów, którzy powtarzają jak mantrę słowa o nadchodzącym kolejnym kryzysie. Mniejsza o fachowość tych fachowców, którzy jęczą jak jakaś Kasandra, ale pary z gęby nie puszczają na temat sposobów uniknięcia tego kryzysu, albo metod zminimalizowania jego skutków. Takim specjalistom może być dosłownie każdy. Na przykład pan Kononowicz. Byłby znacznie tańszy od tych obecnie posiadanych, a jakże ciekawe byłyby jego wszystkie publiczne wystąpienia? Majewski, Wojewódzki i inni mogliby pójść w odstawkę…. Tymczasem chyba wartałoby podjąć konkretne decyzje. O cłach, o ułatwieniach finansowych dla drobnych przedsiębiorców, o mechanizmach promujących naszą krajową myśl, o przeznaczaniu funduszy europejskich na rzeczywiste działania, a nie na fikcyjne przedsięwzięciach grubszych cwaniaków. Wtedy z pewnością "twarde lądowanie" Chin nie będzie dla nas śmiertelnym zagrożeniem. W przeciwnym razie damy się wciągnąć w awanturę, z której, ze względu na nasz wymiar gospodarczy, polityczny, geograficzny nie mamy szans na wyjście bez szwanku.

Tak właśnie sobie myślałem oglądając wczoraj CNN.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Chiny: lęk przed twardym lądowaniem”

  1. a nie wydaje ci sie, ze byc moze ta wrzawa medialna jest sztucznie wzbudzona w kontekscie ostatecznego przyjecia badz nie (po zatwierdzeniu przez senat) ustawy o manipulowaniu waluta przez Chiny – ze po co wszczynac wojne handlowa z chinami, to znaczyc dobrac sie do czulego punktu sztucznie zanizonej wartosci waluty chinskiej i odpowiednio zareagowac w postaci cel na chinskie towary, po co to robic skoro chiny sa tak biedne ze beda mialy deficyt? czy opinia publiczna nie poczuje sie uspokojona a wladze amerykanskie i republikanscy "przyjaciele chin" po raz kolejny usprawiedliwione ze nie dopuscily do przejscia ustawy? dziwna jest zbieznosc dat.
     http://www.seeingtheforest.com/archives/2011/10/61_house_republ.htm

  2. Wiesz co, wydaje mi się, że tym razem jednak sprawa jest na serio rozważana. Wprawdzie z historii wiadomo jak kończą się wojny celne, ale Chiny nie mają swojego wzorca w przeszłości, zatem scenariusz może wyglądać zupełnie inaczej niż to było na początku XX wieku. Chiny – wiemy o tym wszyscy – są gigantem na glinianych nogach. Dzisiaj. Jak Niemcy w 1933 roku. Wydaje mi się, że w Amerykanach odradza się tęsknota za doktryną Monroe'a. I ja to poniekąd rozumiem. Jakże silne byłyby dzisiaj Stany, gdyby nie pakowały się w kontrolowanie świata z taką intensywnością z jaką to czynią od końca lat 40-tych? Błąd w zakresie liberalnego importu z Chin stał się w USA sprawą oczywistą. Szkoda, że w Europie tak nie jest. Lobby korporacyjne działa u nas niczym partyzanci, z ukrycia i dlatego niezwykle skutecznie. Korporacje zniszczyły naturalną równowagę ekonomiczną na świecie i ciągle jeszcze tej koncepcji bronią. Naszym kosztem. Kosztem każdego z nas. A, że to my wybieramy polityków, to się chłopaki zaczynają poważnie drapać po głowach i myśleć intensywnie: co teraz? Co wybiorą? Zobaczymy niebawem.

  3. „Produkcja sektora przemysłowego spadła w Brazylii, Chinach, Singapurze, RPA, Korei Południowej i na Tajwanie. Producenci z RPA i Tajwanu odnotowali szczególnie znaczące tempo spadku produkcji.” WYDAJE mi sie , że to chodzi o SPADEK TEMPA WZROSTU PRODUKCJI a nie spadek produkcji !!??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close