Wiadomości

Strefa wolnego handlu w Szanghaju: skok z asekuracją

W piątek potwierdzono oficjalnie jej uruchomienie. W niedzielę zarejestrowano w niej pierwszych 25 firm w tym Citi Bank i DBS Bank. Dzisiaj wieczorem pobłogosławił jej prezydent Xi Jinping. Na świat przyszła pilotażowa strefa wolnego handlu w Szanghaju:  Waigaoqiao Free Trade Zone, wymarzone dziecko premiera Li Keqianga. Czekał na nie 3 lata. Poród trwał niezwykle długo. Niektórzy myśleli, że to ciąża urojona. Ale kiedy ojciec strefy, Li Keqiang, objął stanowisko szefa rządu, stała się ona rzeczywistością w zaledwie pół roku. Powodzenie eksperymentu Waigaoqiao zadecyduje o przyszłości Chin. To wydarzenie tak ważne jak decyzja Deng Xiaopinga o utworzeniu specjalnej strefy ekonomicznej w Shenzhen w 1980 roku. A może ważniejsze.

Zastanawiałem się dlaczego tak mało mówi się o Waigaoqiao w Polsce. Media europejskie i światowe, szczególnie te zajmujące się gospodarką i przedsiębiorczością, poświęcają chińskiemu eksperymentowi mnóstwo miejsca i uwagi. Chyba dlatego, że dziennikarze tam pracujący nigdy nie zacietrzewiali się w twierdzeniu, że Chiny są krajem kapitalistycznym, na którym należałoby się wzorować. Premier Li Keqiao mógł wreszcie oficjalnie ogłosić: "Nie, Chińska Republika Ludowa nie jest krajem wolnego handlu, nie jest krajem wolnego rynku. Oto otiweramy eksperymentalną strefę, na której próbować będziemy testować, czy w ogóle rozumiemy na czym polega wolny handel". Oczywiście Li nie powiedział tego co właśnie napisałem głośno i wprost. Ale jego długo oczekiwane dziecko to właśnie znaczy. 

Deng Xiaoping poprzez eksperyment shenzheński wpuścił do Chin Ludowych ducha przedsiębiorczości. Uświadomił Chińczykom Ludowym, że zarabianie pieniędzy, czy wręcz bogacenie się nie jest złe. Coś jakby swoista reformacja w Chinach po czasach pełnych ideologicznej szajby i komunistycznego puryzmu. To był jednak stosunkowo prosty zabieg. Prosty technicznie. Miliard biedaków versus wielki świat i jego rynki zajęte przez gnuśnych grubasów zorientowanych na zarabianie bez marnowania energii. Wielu specjalistów od gospodarki i ekonomii uznało, że mamy do czynienia z kapitalizmem. Gdzieś umknęła tym specom od ekonomii wiedza o języku własnym. Kapitalizm wziął się od kapitału i jego mnożenia. Deng myślał wyłącznie o produkcji. Nie zakładał wolności gospodarczej, nie w smak mu była myśl o wolnym rynku. W końcu Deng Xiaoping był prawdziwym komunistą. Ufał wyłącznie dziedzinom i ludziom, których kontrolował. A kto może kontrolować narowy wolnego rynku?

Li Keqiang ma w głowie ruch bardziej wyrafinowany. Chce doprowadzić do uwolnienia przepływów kapitałów, wypuścić z państwowych rąk ręczne sterowanie kursem walut, przejść z roli uczestnika, do roli obserwatora i kontrolera działalności koncernów, dużyc przedsiębiorstw i małych firm. Ale jednocześnie z pewnościa nie zamierza – wzorem polskich komunistów, czy komunistów Gorbaczowa – oddać władzy byle komu. Co ja mówię. Nikomu władzy oddać nie zamierza. Wykonuje zatem skok z asekuracją. Pozwoli podziałać bankom, firmom shippingowym, instytucją gmerającym w ubezpieczeniach i wyciągnie wnioski. Czy doświadczenia z Waigaoqiao Free Trade Zone da się przełożyć na całe Chiny jak to miało miejsce w przypadku specjalnych stref ekonomicznych Denga? Cholera wie. Tu zasady wcale nie sa takie proste. Wiedzą to twórcy projektu z Li Keqiangiem na czele i wiedzą to wszyscy ci, którzy spieszą, aby w eksperymencie wziąć udział. Ci drudzy zdają sobie sprawę z ryzyk, ale też wiedzą, że kto gra ten ma. Wystarczy przeczytać wypowiedzi decydentów z Citi. Reguły funkcjonowania w Waigaoqiao Free Trade Zone wciąż są mało konkretne. Ale wiadomo, że będzie tu można zarobić kupę kasy. Sukces tych "car crash dummies" pozwoli Chinom Ludowym podjąć próbe otwarcia rynków kapitałowych, systemu bankowego, rynku ubezpieczeń dla świata. Porażka zamknie Chiny Ludowe na takie opcje na długo. Koszty bezpośrednie eksperymentu poniosą w/w ryzykanci. Pośrednie Chiny Ludowe. Ale na tym właśnie polegają podróże w nieznane. 

Zastanawiam się, czy życzyć premierowi Li Keqiangowi "bon voyage", czy czegoś wręcz odwrotnego, jakiejś historii typu "Titanic". Zastanawiam się i nic. I pewnie w takim stuporze pozostanę na jakiś czas.

Redaktor

Źródło: BBC News, The New York Times, Time, PAP

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Sprawdź też

Close
Close