Blog importera

Import z Chin: MITY, część 6, PŁACĘ i ŻĄDAM

Grzechem ciężkim, jednym z grzechów głównych towarzyszącym importowi z Chin jest grzech pychy.

Mając 5 czy 500 tysięcy dolarów wolnej gotówki, którą pragniemy przeznaczyć na intratny biznes, czyli import chińskich towarów, zakładamy, że nasz potencjalny kontrahent z Chin umiera z żądzy zarobienia tych naszych pieniędzy i zrobi absolutnie wszystko, żeby nas zadowolić. O naiwności… W relacjach z dostawcami z Chin podświadomie ustawiamy się jako ci lepsi, bardziej rozgarnięci, górujący zarówno fizycznie jak i intelektualnie nad „żółtymi”. Niebagatelny udział w tej postawie ma powszechny, stereotypowy obraz Chińczyka: drobnego człowieczka o azjatyckich rysach zabawnie kaleczącego język polski – ot chociażby jak ten ze skeczu kabaretu „Ani mru mru”:

Zapominamy, że chińskim żywiołem biznesowym od 30 lat jest eksport towarów. Chiny nie sprzedają swoich towarów wyłącznie do Polski. Sprzedają je całemu światowi. Zarówno Polsce, jak i Kanadzie, jak i Ghanie. To nie my, przedsiębiorcy z Polski jesteśmy centrum biznesu p.t. „Import z Chin”. To Chińczycy grają tutaj główną, tytułową rolę.

Wielokrotnie miałem okazję widzieć osobników wbitych w dumę swoją pozycją w Sochaczewie, Brodnicy, czy Ustrzykach. Celebrytów polskiej przedsiębiorczości, pewnych tego, że świat leży u ich stóp. Ale, zaprawdę powiadam Wam, na Chińczykach takie persony nie robią wrażenia. Owszem, Chińczycy chętnie zrobią biznes z klientami z Polski, ale możliwość zrobienia takiego biznesu nie spowoduje, że zaczną tańczyć tak jak im Polacy zagrają. Nie muszą. Naprawdę nie muszą. A co mogą? Mogą sobie odpuścić zbyt wygórowane żądania klienta, który oczekuje kosmicznej jakości, ale za to chce płacić połowę tego co kupcy z Afryki. Mogą też poszukać rozwiązań wartych oferowanej przez nas ceny. Chińczycy są znakomitymi biznesmenami: nigdy nie skreślają szans na biznes. Chcesz wypaśnego produktu w cenie, która nawet tobie wydaje się bezczelnością. Wiesz czego chcesz, więc to dostaniesz. Twój produkt będzie wyglądał całkiem dobrze, szczególnie z pewnej odległości, ale przy dokładniejszych oględzinach okaże się, że jest właściwie atrapą, bez najważniejszych, podstawowych swoich funkcji użytkowych. Pretensje o to, że zostaliśmy oszukani zostaną skwitowane krótkim pytaniem: Czego oczekiwałeś za swoją cenę??!

Kiedy prowadzimy jakieś rozmowy, negocjacje z Chińczykami, nie możemy zapominać, że postrzegają świat zupełnie inaczej niż my. I nie chodzi mi tutaj o meandry dalekowschodniej mentalności, a tak zwaną „optykę” uwarunkowaną doświadczeniami. My patrzymy z pozycji żaby w stawie. Staw, czyli nasze miasto, gmina, powiat, województwo, czasem nawet cała Polska, to w 99% przypadków nasz obszar działalności. Chińczycy działają globalnie. Nie znając języków są obecni na targach na całym świecie, pozyskują klientów z każdego zakątka świata i robią z nimi interesy. Będąc hegemonami, potentatami, liderami w swojej kategorii produktowej tu w Polsce, w Chinach jesteśmy zaledwie jednymi z wielu. Wcale nie największymi. Nie rozumiejąc tego będziemy nieustannie popełniać w imporcie z Chin błędy, u których podstawy zawsze znajdziemy naszą pychę.

Leszek Ślazyk

C.D.N.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close