GospodarkaWiadomości

Chiny: PMI na koniec roku poniżej 50 pkt.

HSBC i Markit Economics opublikowały wczoraj najnowsze, grudniowe dane PMI dla chińskiego sektora przemysłowego. W mijającym miesiącu główny wskaźnik PMI dla tego sektora spadł w porównaniu z listopadowym odczytem, z 50 do 49,6 punktów. 

Przypomnijmy o co chodzi z owym PMI. Wskaźnik PMI to mówiąc w uproszczeniu informacja zwrotna od kupców i zaopatrzeniowców kilkuset dużych firm z różnych branż informujących okresowo o poziomach zakupów surowców, materiałów i komponentów dla potrzeb swoich firm. Czym większe zakupy i wynikające z nich zapasy, tym większe otrzymane zamówienia od klientów, tym większe planowane produkcje. Spadający poziom zapasów oznacza malejące plany dotyczące produkcji, a więc i wielkości otrzymywanych zamówień.Odczyt wskaźnika poniżej 50 punktów oznacza pogorszenie warunków w tym sektorze, a powyżej – poprawę.

Komentując grudniowe dane PMI dla chińskiego sektowa przemysłowego, Hongbin Qu, główny ekonomista HSBC ds. Chin, powiedział:

"Zgodnie z tym, co wcześniej sygnalizował wstępny odczyt wskaźnika grudniowego, spowolnienie było spowodowane osłabieniem popytu krajowego. Poziom nowych zamówień spadł pierwszy raz of kwietnia 2014 roku. Pogłębił się spadek cen. Opublikowane dziś dane potwierdzają dalsze spowolnienie w sektorze przemysłowym pod koniec roku. Naszym zdaniem słabsza aktywność gospodarcza i silniejsze presje dezinflacyjne uzasadniają dalsze łagodzenie polityki pieniężnej w nadchodzących miesiącach". 

Przełóżmy to teraz na język polski. Otóż wbrew woli i działaniom Pekinu popyt wewnętrzny Chin, który ma równoważyć słabnący chiński eksport wcale się nie wzmacnia, wręcz odwrotnie, słabnie. Czy pomoże na to "łagodzenie polityki pieniężnej"? Pewnie nie zaszkodzi, ale cudu nie sprawi. Decydenci gospodarczy ChRL z premierem Li Keqiangiem mają twardy orzech do zgryzienia. Jak nakłonić Chińczyków aby więcej wydawali, a mniej oszczędzali? Jak wywołać efekt znany z Japonii i Korei Południowej, gdzie przedsiębiorstwa-echa zajmujące się nśladownictwem i kopiowaniem firm zachodnich nagle przekroczyły jakiś nieokreslony punkt krytyczny i zaczęły nie tylko z tamtymi firmami konkurować, ale je pokonywać i stawać się wzorcem dla światowego biznesu? Zdaje się, że odpowiedź na te pytania tkwi znacznie głebiej niż ktokolwiek w Chinach Ludowych chciałby sprawdzać. Większemu zaufaniu konsumentów zawsze służy większe bezpieczeństwo socjalne, którego w Chinach nie ma. Jasne, ktoś powie, że u nas też go nie ma. Niech temu komuś będzie. Ale umówmy się dla porównania na prosty eksperyment: zgłośmy się na operację (zaplanowaną, wyznaczoną) do szpitala tu w Polsce i tam w Chinach. A potem porozmawiajmy o różnicach w systemach. Kreacja bezpieczeństwa socjalnego wymaga budowy systemów opieki socjalnej, medycznej, emerytalnej, etc. Budowa tych systemów w Chinach ma jednego przeciwnika: wielkość populacji. Zbudowanie tak ogromnego systemu od podstaw wymaga gigantycznych piniędzy. No i czasu. To samo dotyczy potencjału firm. Tego intelektualnego, nie finansowego. Pieniądze – co udowodniły Chiny – zarobić można szybko. Kształcenie kadr wybitnych, innowacyjnych jednostek, zapewnienie im odpowiednich warunków pracy i rozwoju, to już zupełnie inna para kaloszy. Tu potrzeba lat, planu, determinacji. 

Czy Chinom starczy czasu? Pożyjemy, zobaczymy.

Źródło: HSBC Bank Polska S.A.

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close