Wiadomości

Gwiazda Chin błyszczy na szczycie G20.

Unijni przywódcy podczas szczytu G20 muszą przekonać Chiny, aby sięgnęły do swoich gigantycznych rezerw i zrzuciły się na ratowanie strefy euro. Gra toczy się o 100 mld dol. USA dopingują wprawdzie Europę do walki z kryzysem, ale nie pomogą finansowo. Gwiazda Chin zatem nigdy jeszcze nie świeciła tak jasno na szczycie G20 jak podczas spotkania w Cannes. Chiński przywódca Hu Jintao przyjechał z silną kartą przetargową, bo Chiny posiadają ponad 3 bln dol. rezerw i stać je, aby finansowo zaangażować się w reanimację dotkniętego kryzysem europejskiego systemu finansowego.
Przed tygodniem rozmowy w tej sprawie prowadził w Pekinie szef Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) Klaus Regling, ale wrócił bez konkretów. Być może stanie się to właśnie podczas szczytu w Cannes. Po przylocie do Francji Hu Jintao oświadczył Sarkozy'emu "na dzień dobry", że Europa powinna zadbać sama o siebie. Członek chińskiego banku centralnego Li Daokui w wywiadzie dla francuskiego dziennika "Le Figaro" zasygnalizował jednak, że Pekin może przeznaczyć 100 mld dolarów na wsparcie strefy euro. Zadaniem prezydenta Sarkozy'ego będzie przekonanie chińskiego przywódcy do wyłożenia pieniędzy. Wiadomo, że Chińczycy nie pożyczą gotówki na piękne oczy, tylko będą chcieli mieć gwarancje na wypadek, gdyby ratowanie strefy euro nie wyszło.

W Cannes widać, że zmienia się gospodarcza mapa świata i swoją rosnącą rolę akcentują kraje z grupy BRICS, czyli wschodzące gospodarcze potęgi (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA). Przedstawiciele BRICS spotkali się jeszcze przed oficjalną inauguracją szczytu aby ustalić wspólne stanowisko wobec kryzysu UE oraz proponowanych sposobów jego przezwyciężenia.

Na szczyt przybył też, ale bez pieniędzy do zaoferowania, prezydent USA Barack Obama. Dla niego przezwyciężenie kryzysu finansowego może być kluczem do pozostania w Białym Domu. Wybory prezydenckie już za 12 miesięcy, a Ameryka nadal zmaga się ze skutkami recesji wywołanej krachem na rynku nieruchomości. Amerykańskie PKB rośnie, ale nie w takim tempie, jakie chcieliby widzieć ekonomiści i wyborcy. W ostatnim kwartale według wstępnych wyliczeń wzrost gospodarczy sięgnął 2,5 proc., ale kwartał wcześniej było to zaledwie 1,3 proc. Największą bolączką jest bezrobocie utrzymujące się na poziomie 9 proc., z którym bez skutku walczy administracja Obamy. Gdyby kryzys europejski wywołał globalną recesję, amerykańska gospodarka też wpadłaby w tarapaty, a Obamie zamknęłoby to drogę do reelekcji.

Nie ma co liczyć na bezpośrednią finansową pomoc Amerykanów w zwiększeniu EFSF, który ma chronić strefę euro przed skutkami niewypłacalności państw i dokapitalizować banki stratne na greckich obligacjach. USA po prostu nie stać na pomaganie Europie w zwalczaniu kryzysu, bo same muszą uporać się ze swoim wielkim długiem publicznym.

Mając świadomość swojej pozycji jako jedynego koła ratunkowego dla unijnych finansów Chiny zaczęły prowadzić subtelną kampanię mającą na celu przeprowadzenie kilku projektów, o których wcześniej wspominał prezydent Hu Jintao. Preludium do tej kampanii był wywiad, którego udzieli chiński minister gospodarki Chen Deming brytyjskiemu "Daily Telegraph". Minister poświęcił w tym wywiadzie sporo uwagi niewłaściwej – jak stwierdził – postawie wielu krajów europejskich, które to w Chinach upatrują przyczyny powstania kryzysu zadłużeniowego. – Zamiast obwiniać Chiny o protekcjonizm ekonomiczny i zaniżanie wartości yuana powinny (te kraje) widzieć w nas rosnący w siłę rynek zbytu, ponieważ Chiny stają się z roku na rok coraz większym importerem produktów z całego świata".

Minister zapomniał tylko wspomnieć o paru drobnych szczegółach jak na przykład wysokie cła na towary importowane do Chin, czy zagmatwane procedury dopuszczające dane towary do obrotu w Chinach. Nie wspominając o tym, że głównym przedmiotem importu, którym są zainteresowane Chiny są specyficzne technologie pozwalające wzmocnić chiński potencjał militarny.

Źródła: Reuters, AFP, China Daily, beta.chiny24.com


Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close