Polityka

Chiny, a Rosja: tygrys tresuje niedźwiedzia

Wczoraj rozpoczęła się 9-dniowa podróż premiera rządu Chin do 3 krajów europejskich: Rosji, Niemiec i Włoch. Pierwszy przystanek w tej podróży wydaje się najbardziej interesujący. Li Keqiang przyjmowany jest na Kremlu z największymi honorami. Ale czy jakiekolwiek karesy są w stanie zmienić obecną politykę Pekinu wobec Rosji?

Czy pamiętacie Państwo sytuację z maja kiedy to prezydent Putin udał się do Szanghaju, aby ratować wymykający się Gazpromowi kontrakt na wieloletnie dostawy rosyjskiego gazu dla Chin? Chińczycy podejmowali rosyjskiego przywódcę przed dni 3, przystąpili do rozmów w ostatniej chwili, na kilka godzin przed wylotem samolotu Putina do Moskwy. Opinię publiczną poinformowano ogólnie o wartości kontraktu, itd., itp. W sferze domysłów pozostały szczegóły, jak na przykład cena rosyjskiego gazu zaakceptowana przez Chińczyków. Biorąc pod uwagę sytuację, w której znalazł się Putin, jej niezręczność, możliwość utraty twarzy w Rosji, cena kontraktowa, zaakceptowana przez obie strony w Szanghaju musiała być zadowalająca dla Pekinu. I znacznie niższa od oferowanej na przykład Niemcom, czy Polsce.

Putin wrócił do Moskwy, gdzie mógł ogłosić kolejny sukces: to czego nie udało się dokonać menadżerom Gazpromu przez prawie 15 lat (ta, piętnaście!) negocjacji, „batiuszka” Władymir przeprowadził w kilka godzi. Gieroj.

Wiecie Państwo, że do dnia dzisiejszego Chińczycy nie rozpoczęli realizacji porozumienia z Szanghaju? A mieli Rosjanom zapłacić 25 miliardów dolarów „przedpłaty”. Jak piszą moskiewscy reporterzy The Financial Times, wiceprezes Gazpromu, Aleksander Medwiediew stwierdził niedawno, że „cała sprawa wisi obecnie w powietrzu”.

W tych okolicznościach do Rosji, wyraźnie już szarpanej, a nie targanej problemami finansowymi, przyjeżdża premier Chin Li Keqiang. Według informacji opublikowanych przez chińską agencje Xinhua ma w Moskwie rozmawiać ze swoim rosyjskim odpowiednikiem, Dmitrijem Miedwiediewem, a owocem rozmów stać się ma podpisanie pakietu 50 umów dotyczących różnych obszarów kooperacji, z których najważniejszymi są: energia, finanse, przestrzeń kosmiczna.

Rosjanie podpiszą wszystko za obietnicę pieniędzy. Z tymi zaś (pieniędzmi, nie Chińczykami), może być poważny kłopot. Chińczycy, owszem są w posiadaniu takowych, ale z coraz większą rezerwą obserwują rozwój wydarzeń, a co za tym idzie, coraz mniej im spieszno, aby inwestować w Rosji

– Jeśli oczekiwaliście, że będziemy się spieszyć i zrobimy wszystko, czego europejskie i amerykańskie banki nie mogą robić, będziecie rozczarowani – oświadczył dziennikarzom  The Financial Times jeden z menedżerów Bank of China w Moskwie. – Chcemy rozwijać nasz biznes w Rosji, ale musimy także rozważyć ryzyko – dodał.

Chiny nie chcą ryzykować dzisiaj utraty wizerunku państwa nowoczesnego, z aspiracjami globalnymi, ale o absolutnie pokojowym charakterze. Finansowanie Rosji uderzające w sankcje państw zachodu w oczywisty sposób doprowadziłoby do iskrzenia na linii Pekin – Waszyngton, mogłoby też zagrozić dobrym relacjom z krajami Europy Zachodniej. A na to nikt nie ma ochoty. Nie dzisiaj. Li Keqiang jedzie przecież do Niemiec po to, aby rozmawiać z Angelą Merkel na temat możliwości ożywienia niemieckiego eksportu, który dla Chin ma znacznie większe znaczenie niż rosyjska ropa. Ropę Chiny mogą sobie kupić chociażby z Iranu. A biorąc pod uwagę embarga dotykające ten właśnie kraj, mogą nie tylko dostać atrakcyjną cenę, warunki dostaw, ale również zyskać przychylność sporej części azjatyckiej społeczności muzułmańskiej.

– Pomimo ciągłych uścisków dłoni i podpisów, Rosji będzie trudno zapewnić sobie chińskie pieniądze. Według wielu członków władz chińskich firm i bankierów, chińskie banki i inwestorzy nie śpieszą się do Rosji nie chcąc ryzykować antagonizowaniem Zachodu przez dostarczenie strumienia funduszy, których Moskwa desperacko potrzebuje – pisze The Financial Times.

Chiński prawnik pracujący dla rosyjskich spółek powiedział The Financial Times, że od lipca bieżącego roku był świadkiem dwóch sytuacji, kiedy chiński bank wycofał się z rozmów z rosyjskimi klientami powołując się na rządową politykę unikania napięć w relacjach z  Waszyngtonem. Kwestie polityczne nie są tu jednak najistotniejsze. Bernard Sucher, wieloletni inwestor w Rosji oraz były szef moskiewskiego biura Bank of America Merrill Lynch, obecnie doradca rosyjskich przedsiębiorstw, twierdzi, że oferta rosyjskich firm nie budzi większego zainteresowania wśród potencjalnych chińskich partnerów. Jako przykład podał jedną z firm, której doradza. Firma ta postanowiła nawiązać bliższe relacje z chińskimi partnerami tuż po wprowadzeniu pierwszych sankcji zachodnich.

– Było trudno doprowadzić do jakichkolwiek spotkań – powiedział Sauer. – Chińczycy wydawali się zarówno zaniepokojeni potencjalnym ryzykiem o charakterze politycznym, jak również rozczarowani jakością i wartością (nie tylko finansową) przedsięwzięć, w których mogliby wziąć udział w Rosji.

Bo tu właśnie, czyli w jakości rosyjskiej oferty tkwi problem. Rosjanie posiadają surowce, dysponują również technologiami wojskowymi, ale poza tym ich oferta jest co najmniej mało imponująca. Rosja jest przecież krajem uzależnionym od importu – począwszy od żywności, a skończywszy na nowoczesnych technologiach. Nie może zatem przebić oferty japońskiej, niemieckiej, amerykańskiej. Szczególnie Amerykanie są dla Chin ważni. Musimy pamiętać o kwotach, które USA płacą ChRL rokrocznie za amerykańskie papiery dłużne, których Chiny mają najwięcej na świecie.

W ramach porozumień pomiędzy Chinami, a Rosją, które zostaną podpisane w Moskwie znajduje się porozumienie o przyjęciu yuana jako waluty obowiązującej w transakcjach handlowych pomiędzy oboma państwami. I pewnie to z punktu widzenia Chińczyków jest najważniejszy z 50 punktów składających się na całość umów. Chińczycy z tego zestawu wybiorą wyłącznie te punkty, które będą im na rękę. A Rosjanie licząc na pieniądze, których dramatycznie potrzebują pokornie przystaną na to.  Będą dreptać niczym miś na rozgrzanej blasze, tak jak im Chińczycy zagrają. Gorzej, jeśli będą tylko grać, a zupełnie dadzą sobie spokój z dokarmianiem zwierzęcia. W sumie wypchany niedźwiedź też jest w porządku. I od żywego praktyczniejszy. Ciekawe co na to miś?

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Chiny, a Rosja: tygrys tresuje niedźwiedzia”

  1. Problem z Misiem jest taki,że zaczyna chudnąc a jak zacznie się zataczać to nie wiadomo jak zachowa się przed widmem upadu. Tylko tyle, bo aż dziwn bierze jak w XXI wieku kraj o takim potencjale może być tak zacofany!

  2. Rosja zawsze była zacofana. I wielka. Jak wielki, silny, ale mało rozgarnięty drab. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close