Polityka

Chiny: Wielkie noworoczne porządki

Chiński Nowy Rok w swojej istocie, w przedmiocie obchodów najbardziej zbliżony jest – wbrew pozorom – do naszej Wielkanocy. Święta wielkanocne w Polsce, oprócz ikon tego periodu, kojarzą się dorosłym obywatelom z porządkami. Po okresie borsuczej gnuśności wymuszonej chłodem i opadami, otwieramy na świat swoje nory, wietrzymy, trzepiemy, odkurzamy i nabłyszczamy. W Chinach w tym roku władza rozkręca porządki wiosenne na wielką skalę. Na skalę całego, ogromnego kraju. Na skalę obalenia porządków dotychczasowych.

Prezydent Xi Jinping, nim objął piastowane obecnie stanowisko, znany był powszechnie jako "Pan Miotła". Władze centralne kierowały go do miejsc, gdzie lokalna władza osiągała szczyty deprawacji i dewiacji. Xi Jinping zastępował niesławnych lokalnych przywódców partyjnych i wprowadzał nowe porządki. Rzecz zazwyczaj dotyczyła rozbudowanych systemów korupcyjnych, w których postaciami centralnymi i głównymi beneficjentami byli wysocy funkcjonariusze Komunistycznej Partii Chin, jak Chen Liangyu na przykład, skorumpowany mer Szanghaju. Xi Jinping działając w imieniu partii rozbijał wielkie i potężne kliki lokalne, operujące przywłaszczonymi setkami milionów państowych dolarów. Powołanie go na stanowisko prezydenta kraju odczytane zostało jednoznacznie: walka z korupcją w KPCh będzie przez najbliższe 10 lat jednym z priorytetów Pekinu.

Od początku roku 2014 niemalże co tydzień otrzymujemy z Chin kolejne informacje na temat nowych zarządzeń i regulacji dotyczących funkcjonowania przedstawicieli chińskich władz zarówno w kraju jak i zagranicą. Xi Jinping i jego zespół zaciskają coraz mocniej dłoń na urzędniczym gardle. Od spraw dużych, jak możliwość stawiania kolejnych, ekscentrycznych w architekturze i kosztach budynków rządowych po opublikowane wczoraj taryfikatory budżetów dotyczących służbowych posiłków (włączając w to oficjalne kolacje i bankiety), podróży i podarków. Zdawać zatem może się, że nowy przywódca działa zdecydowanie, skutecznie, dla dobra państwa. Sprawy jednak, co w Chinach oczywiste, nie są tak proste i jednoznaczne.

Co jest celem działania prezydenta Chin i jego kampanii walki z korupcją? Prawdziwym, głębokim celem tej aktywności jest umocnienie władzy. Publiczna, wzmacniana mediami walka ze skorumpowanymi funkcjonariuszami partii musi zyskiwać prezydentowi przychylność społeczeństwa. Chińczycy nie cierpią partyjnych kacyków wykorzystujących stanowiska dla gromadzenia ogromnych majątków. Nie dlatego, że czynią źle. Dlatego, że mogą tak szybko, tak wiele i tak łatwo napchać do swoich kieszeni. Summa summarum nie ma to dla Xi wiekszego znaczenia. Liczy się pozytywny wizerunek. Władza najwyższa w strukturach partii oraz przychylność mas to komplet pozwalający władającym na wiele, bardzo wiele. Jeśli dodamy do tego dwa najważniejsze osiągnięcia ostatniego plenum KCKPCh, czyli Komitet Bezpieczeństwa Narodowego oraz Centralna Grupa Kierowania Reformami, zobaczymy, że w odróżnieniu od swych poprzedników nowy przywódca Chin bardzo dba o skupienie w swoich rękach wszystkich sznurków, których pociąganie przekłada się na funkcjonowanie kraju. Taka koncentracja siły swiadczy o świadomości Xi Jinpinga i jego ekipy nadciągających burz i nawałnic. Chiny Ludowe 2014 to kraj ogromnej przepaści pomiędzy bogatymi, a biednymi, to miejsce wykończone ekologicznie 30 latami rabunkowej gospodarki zasobami, to państwo, w którym nieubłaganie wyczerpuje się model gospodarczy, który dał mu wszystko: pieniądze, pozycję międzynarodową, możliwość realnego kandydowania do miana światowego mocarstwa. Zmiana napędu chińskiej ekonomii będzie nowatorskim eksperymentem. Zatem obarczonym niezliczonymi ryzykami. Wszelkie problemy wywołane zmianami będą przekładać się na niezadowolenie społeczne. To zaś może stać się pozywką dla wszelakiej maści populistów, rewolucjonistów, powstańców. Bez żartów. Zachód skupia uwagę na bogatym Wschodzie Chin, a pomija biedny Zachód, gdzie mieszka – bagatela – 800 milionów ludzi. To niewyobrażalny potencjał. Żeby nie dopuścić do zaprószenia ognia Pekin musi wprowadzać reformy szybko i głęboko. W całym kraju. Musi pokonać opór milionów beneficjentów 15 Artykułu Konstytucji Chińskiej Republiki Ludowej, którego początek brzmi: "Państwo stosuje w praktyce socjalistyczną gospodarkę rynkową". Ludzie ci nie będą przychylni zmianom odcinającym ich od źródeł sporych zysków, które zasilały ich konta, a także konta wszystkich krewnych i znajomych przez ostatnie dwadzieścia lat.

Gdyby popuścić wodze fantazji, można by porównać Chiny dzisiejsze do tych z roku 1910. Wtedy władza ostatniej cesarskiej dynastii była słaba, wręcz groteskowa. W opozycji do niej stanęli Chińczycy aspirujący do miana klasy średniej, ograniczanej i łupionej przez anachroniczne reguły i prawa. Klasa średnia początku XX wieku w Chinach stała sie źródłem i napędem rewolucji roku 1911. Dzisiaj władza centralna jest bez wątpienia silna wewnątrz i na zewnątrz kraju. Czy jednak na tyle silna, by szybko i bez przeszkód pokonac opór szefów odległych prowincji, powiatów, gmin, prefektur? Gra nie idzie wyłącznie o urzędy. Idzie o pieniądze, o których naszym lokalnym malwersantom nawet śnić się nie może. Wspomniany wcześniej mer Szanghaju utracił swoje stanowisko po wybuchu skandalu związanego ze sprzeniewierzeniem 400 milionów dolarów z miejskiego funduszu socjalnego. Pieniędzy, które zarobił brat mera dzięki kupowaniu od Szanghaju gruntów miejskich i sprzedaży tych gruntów deweloperom z co najmniej 10 krotnym "przebiciem" nikt chyba nawet nie odważył się policzyć. Dysponowanie takimi pieniędzmi daje wiele możliwości. Te zaś mogą stać sie podstawowym orężem ludzi bez wyjścia. Co może mieć do stracenia osobnik, któremu chiński chochoł zaśpiewa: :został ci się ino sznur"? Oczywiście już dzisiaj większość chińskich nuworyszy zabezpiecza sobie obywatelstwa i zielone karty krajów odległych. Kraje te jednak, za przykładem Kanady, która właśnie odrzuciła 46 tysięcy aplikacji Chińczyków posiadających co najmniej 1 milion 600 tysięcy dolarów kanadyjskich (4 i pół miliona złotych !!!), mogą zamknąć swoje granice. Co wtedy? Para bedzie musiała znaleźć swoje ujście….

Ale oczywiście to tylko efekt popuszczania wodzy. Hold your horses, man! Zajmij sie człowieku czymś. Idą święta. To niby dopiero za 2 miesiące, ale prac przecież niemało. Wietrzyć, trzepać, odkurzać, nabłyszczać! Do roboty się wziąć, a nie zajmowac pierdołami! No!

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close