PolitykaPolska

16+1, albo dziecko we mgle

W poniedziałek, 27 listopada, odbył się w Budapeszcie kolejny, szósty już szczyt przywódców państw Europy Środkowej i Wschodniej i Chin, znany jako 16+1. Na szczyt wyruszyła polska delegacja. Dobrze, że na jej czele znalazła się obecna premier polskiego rządu (pani Kopacz w ogóle się Chinami nie zainteresowała jakoś), źle, że jak zwykle „nasi” nie byli do tej wizyty przygotowani. Jak zwykle zresztą, bo od 2012 roku, od pierwszego szczytu (miał miejsce w Warszawie) to taka nasza lokalna tradycja. Poprzednia ekipa, za sprawą Radka Sikorskiego, traktowała ChRL jak „ciotkę samo zło”, komunistów, z którymi się gada, ale nic konkretnego nie robi. Obecna ekipa bardzo by chciała, ale działa jak dziecko we mgle, zupełnie nie mając pojęcia o co w tym całym 16+1 chodzi. A chodzi o:

 

W skrócie-symbolu 16+1 to nie Polskę oznaczono "jedynką". Nie. Ten skrót-symbol oznacza 16 (słownie: szesnaście) państw naszego regionu (tak, z punktu widzenia Chin Macedonia i Estonia są w tym samym regionie) z nami włącznie i Chiny. One są tutaj tym +1. To bardzo wymowny symbol:

  • jesteśmy w licznej grupie, bo aż 16 państw o bardzo różnym potencjale;

  • ta grupa 16 państw swoimi potencjałami zsumowanymi mogłyby równoważyć potencjał Chin

 

„Nasi” zdają się od lat, a zwłaszcza od wizyty prezydenta Dudy na 4 szczycie w Suzhou, zakładać, że Chiny nadały Polsce jakieś specjalne znaczenie, co nam się należy jak psu buda. Owszem, w 2012 roku, kiedy miało miejsce pierwsze takie spotkanie, można było tak zakładać. „Ale to już było i nie wróci więcej.”

 

  1. Chiny są graczem globalnym. Dbają o wiedzę szczegółową, detaliczną na temat wszystkich uczestników światowej gry, zarówno takich jak USA, czy Rosja, jak również takich jak Albania i Gujana Francuska. Chiny mają też zwyczaj ostrożnego „macania przestrzeni”. Jeśli mają jakiś plan, to zawsze wcielają go w życie na bazie drobnych kroków. Przykład pierwszy z brzegu: specjalne strefy ekonomiczne, które stały się podwaliną dla chińskiego sukcesu. Najpierw uruchomiono dwie, a kiedy po latach okazało się, że to działa, zaczęto model rozpowszechniać w całych Chinach Ludowych. 16+1 też jest takim działaniem. Chińczycy w 2012 roku wypuścili sondę nad nasz region w Europie, by zbierać informacje, obserwować reakcje. 5 lat funkcjonowania projektu pozwoliło Pekinowi wyciągnąć konkretne wnioski.

     

  2. Okazało się (co było do przewidzenia), że objęta projektem 16+1 grupa państw, to zbiór absolutnie niejednorodny. Państwa te – pojmowane jako regionalna grupa, o podobnym doświadczeniu historycznym – nie odnalazły w Chinach równoważnej alternatywy dla Unii Europejskiej. Na sygnały nadawane przez Pekin zareagowały niektóre. Te państwa zaczęły budować konkretną strategię budowania relacji z Chinami, przy jednoczesnej dbałości o swoje relacje z Unia Europejską. W tej grupie na czele znajdują się Estonia, Czechy, Węgry i Serbia. W drugiej linii Bułgaria, Rumunia, Słowenia i Łotwa. Polska zamyka peleton wraz z Mołdawią. Estonia postawiła na nowe technologie. Dlatego też to w Tallinie lokują się centra informatyczne, zarówno świadczące usługi światowym korporacjom, jak i międzypaństwowym instytucjom jak NATO. W Estonii Chiny widzą partnera w obszarze IT, nie przez przypadek to tu znajdzie swoją siedzibę informatyczne centrum europejskiej części projektu One Belt One Road. Czechy od lat konsekwentnie lobbują w Pekinie na rzecz inwestycji chińskich. W tym roku uruchomiły projekt współpracy awiacyjnej, który powinien zwrócić szczególna uwagę polskich orędowników budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Chiny chcą budować centralne lotnisko w naszym regionie w Pradze. Węgry zassały od 2012 roku ponad 4,5 miliarda dolarów chińskich inwestycji w logistykę, energetykę, przemysł chemiczny. Serbia z kolei za chińskie pieniądze sukcesywnie odbudowuje swoją infrastrukturę.

     

  3. Biznes i polityka (obu jakoś nie lubię), to cyniczna i wyrachowana gra. Nie ma w niej miejsca na niekontrolowane emocje (tego lubię to z nim nie będę niczego robił, a tego lubię, i chociaż to bez sensu, to zajmę sobie nim swój czas i poświęcę mu swoją energię), na brak znajomości reguł, na działanie na bazie wyobrażeń, a nie wiedzy o zasadach gry, celach gry i tej gry uczestnikach. Żeby w biznesie i polityce coś ugrać, trzeba znać swój potencjał, trzeba być świadomym przewag innych grających, trzeba umieć wykorzystywać szanse, które pojawiają się i przemijają. Co to oznacza w praktyce nasza delegacja rządowa odczuła w poniedziałek dotkliwie. Gości u siebie podejmował Orban, Orban się witał, Orban przemawiał, Orban ustawiał się w roli najważniejszego. Czy w innych sytuacjach zachowuje się i działa inaczej? Nie sądzę. Czy można się spodziewać, że inni przywódcy w analogicznych okolicznościach zachowywaliby się inaczej? Nie sądzę. Nie wśród tej 16-tki. Bo tu wszyscy mają spore potrzeby.

     

  4. W 2012 roku Wen Jiabao w Warszawie położył na stole negocjacyjnym 11 miliardów dolarów na inwestycje w naszym regionie. Na przestrzeni 5 lat ta kwota zmalała. W poniedziałek Li Keqiao mówił już o 2 miliardach na inwestycje. Część środków oferowanych przez Wena już zainwestowano, fakt, ale nie dlatego poniedziałkowa ofert Chin była znacznie skromniejsza niż na otwarcie projektu. Nie, nie. Chińczycy nauczyli się już rozgrywać podobne sytuacje regionalne, wyciągnęli wnioski ze swoich działań w Azji i Afryce. Zmniejszają wielkość kwot w jednym, zasadniczym celu: chcą, aby państwa, które nie maja ochoty współpracować w grupie 16+1 ruszyły tyłki i zaczęły przynajmniej ze sobą otwarcie konkurować. Żeby zaczęły bardziej aktywnie działać, chociażby na rzecz pozyskania chińskich inwestycji, na rzecz większego udziału w chińskim projekcie One Belt One Road. Aby zaczęły się sprawą intensywniej interesować, oferować to, co faktycznie dla obu stron może być interesujące.

     

  5. Nasi tradycyjnie pojechali do Pekinu z jabłkami, mlekiem i wieprzowiną (albo drobiem). Nikt przez szczytem w Budapeszcie nie podjął wysiłku, żeby zorientować się czego tak naprawdę chcą Chińczycy. Ktoś, gdzieś tam usłyszał, że w Chinach się znakomicie pyli spożywka. No to dawaj! Ktoś słyszał być może dobrze, ale co najmniej 3 lata temu. Gdyby ktoś tam gdzieś w naszej pięknej stolicy na poważnie zajął się Chinami, musiałby odkryć, że od 2015 roku ChRL ma bardzo precyzyjnie określone kierunki rozwoju. I nie bazują one na hodowli ziemniaka, czy konsumpcji oleju rzepakowego. Chiny stawiają na nowe technologie (Big Data, Artificial Intelligence, internet kwantowy i takie tam), na nie chcą wykładać pieniądze, w ich obszarze pragną nawiązywać współpracę. Mleko i kury mogą kupić od kogokolwiek. W kolejce do drzwi Pekinu stoją ze dwie setki petentów w tej sprawie.

     

  6. Wyjeżdżając do Budapesztu z propozycją sprzedaży Chinom buraka cukrowego i jabłek daliśmy stronie chińskiej do zrozumienia, że nie poświęcamy jej zbyt wiele uwagi. Gdybyśmy poświęcali, wiedzielibyśmy co w trawie piszczy. To nie jest wiedza tajemna, krążąca gdzieś w środowisku bydgoskich szeptunów. Chińczycy umieszczają wszystkie swoje plany w internecie. Normalnie sobie wygooglać je można. Licząc na to, że w Budapeszcie będziemy traktowani w sposób specjalny jako „lider regionu”, daliśmy zarówno stronie chińskiej, jak i innym uczestnikom projektu 16+1 jawny dowód braku rozeznania w sytuacji. Nie mamy specjalnych, szczególnych relacji z Chinami. Nie mamy też specjalnych relacji z Węgrami. Orban wie jak rozgrywać „naszych” (to nie jest wielka sztuka) i robi to nieustannie: w bezpośrednich relacjach pompuje balonik polskiej dumy, ale w relacjach wielostronnych gra wyłącznie na siebie. Bo: czytaj punkt 4.

 

Natknąłem się wielokrotnie w mailach i komentarzach z hasłem: „Na co nam te chińskie inwestycje?”, albo „Nie chcą inwestować? No i dobrze! Kto by tam chciał to ich chińskie badziewie!”. Co ciekawe (a mało zabawne) podobne hasła można znaleźć pod artykułami dotyczącymi na przykład polskich relacji gospodarczych z Niemcami. Zdaję sobie sprawę, że przeciętny zjadacz chleba może sobie pozwolić na takie niefrasobliwe konstatacje. Ale przeciętny zjadacz chleba nie robi biznesu, ani polityki. A przynajmniej nie powinien. Ci zaś, którzy robią politykę powinni wiedzieć, że to cyniczna i wyrachowana gra, w którą gra się tak, żeby wygrać jak najwięcej, a najlepiej wszystko co jest do ugrania i wygrania. W przypadku Chin było i jest do wygrania wiele. My zaś mając wciąż jeszcze sporo do nadrobienia (te co najmniej kilkadziesiąt lat zapóźnień w stosunku do państw, do których grona mamy nieustające aspiracje należeć), nie umiejąc jak Orban grać na kilka frontów, nie potrafimy wykorzystać sposobności, które dziś jeszcze są, a za chwilę ich nie będzie. I już się nie powtórzą w dającym się przewidzieć czasie.

 

16+1 dla strony chińskiej wykonała swoje zadanie. Region został rozpoznany, wariant działania opracowany, interesujący kooperanci regionalni zidentyfikowani. Delegacja polska powinna pojawiać się na kolejnych szczytach tego projektu. Ale chińskich inwestycji trzeba już szukać gdzie indziej, w inny sposób. Gdzie, jak? Mówił o tym w Budapeszcie premier ChRL Li Keqiang. Wierzę głęboko, że osoby za to odpowiedzialne sobie rzecz odnotowały.

 

Gdzie jest Beata?

 

Leszek Ślazyk

 

.

.

.

.

.

.

.

.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close