Chiny subiektywnie

Czy Chiny trzymają się mocno?

Wczorajsza informacja HSBC i Markit Economics dotycząca pogłębiającego się spadku produkcji przemysłowej w Chinach przypomniała mi moją własną wypowiedź z marca, kiedy to przewidywałem, że majowe i czerwcowe wskaźniki PMI będą pokazywały całoroczne tendencje w chińskiej gospodarce. A za tą pierwszą myślą pojawiła się druga w formie pytania: "Czy Chińczyki trzymają się mocno?" Chiny

Z odpowiedzi dawanych błyskawicznie przez Zacnych i Wielce Szanownych Specjalistów od Ekonomii Makro jak również Mikro można wysnuć prosty i uspokajający wniosek: Tak, trzymają się mocno. Specjaliści owi z absolutnym spokojem i pewnością informują nas, że władze Chin posiadają magiczne moce wychodzenia z wszelakiej opresji, posiadają niezbędne środki i narzędzia. Spoko – loko. Siadłbym uspokojony na zadku i czytał sobie dalej przygotowane wcześniej lektury – wszakże nadchodzi czas kanikuły letniej i czas odprężyć umysł oraz organy wewnętrzne – gdyby nie jedna, wredna, złośliwa konstatacja. Mianowicie widzę i słyszę, że na temat Chin wypowiadają się ci sami Specjaliści, którzy chętnie wypowiadają się na temat gospodarki w ogóle i w szczególe. Chętnie informują nas na temat zmian kursu dolara, przyszłości strefy euro, siły produkcyjnej USA, możliwości eksportowych Polski, przyszłości walut światowych, trendów na rynkach i parkietach, itd., itp.

Swoboda z jaką wypowiadają się na tematy związane z ekonomią, z gospodarką, udowadnia bezwzględnie, że na temacie się znają. Mają pojęcie, swój punkt widzenia, przedstawiany zazwyczaj za pomocą bogatego, acz niezwykle hermetycznego języka Specjalistów.

Tylko, że wypowiedzi te mają jeden wielki defekt.

Są w stanie opisać przeszłość, poddać analizie dane historyczne. W przypadku prognoz, opisu przyszłości przestają być konkretne. Boją się konkretu wręcz tak jak diabeł święconej wody. Przyczyna jest prozaiczna i banalna. Nie ma na świecie Specjalisty przy zdrowych zmysłach, który mógłby dać szyję własną za swoje własne przewidywania przyszłości. Nikt nie wie czego możemy się spodziewać w najbliższych miesiącach kwartałach, latach, gdyż, ponieważ, albowiem mamy do czynienia z "sytuacją niezwykle dynamiczną, turbulentną".

"Nie wiem, tak łatwo powiedzieć" – można by sparafrazować słynny przebój polskiego pieśniarza z fajką. Niestety, wielu osobnikom miłość własna nie daje przejść takiej deklaracji przez usta. A szkoda, szkoda.

Nie wiem, czy Chińczyki trzymają się mocno. Wiem za to, że niezbyt pewnie. Formuła działania obmyślona i wcielona w życie przez Deng Xiaopinga została naruszona w wielu podstawowych miejscach. Media kładą nacisk na sprawy gospodarcze, bo to łatwe do zauważenia, że Chiny "nie są już takie tanie". Taki wniosek moim zdaniem to rodzaj tabloidalnego prostactwa. Wielki Deng powiedział oczywiście, że "nieważne jaki kolor ma kot, ważne, żeby łapał myszy", ale przeobrażając swój kraj nie miał wyłącznie na myśli zaadoptowania przez KPCh kapitalistycznych form budowania potęgi. Deng Xiaoping sformułował bowiem koncepcję podobną do amerykańskiej doktryny Monroe, w istocie zaś odwołał się do chińskiej tradycji funkcjonowania Chin samych dla siebie. Mały Wielki Człowiek nakazywał swoim współpracownikom wstrzemięźliwość zarówno jeśli chodzi o kontakty z sąsiadami, jak również o działalność na arenie międzynarodowej. Nie miał takich aspiracji jak jego poprzednik Mao Zedong, który chorobliwie pożądał statusu mocarstwa dla swojego kraju. Deng chciał zbudować państwo silne, odbudować to wszystko co zniszczył Mao, przed nim zaś wojna domowa, Japończycy, znów wojna domowa, mocarstwa żerujące na młodej republice, a wcześniej na upadającym ostatecznie cesarstwie. Deng – jak sądzę – wiedział, że Chiny tak długo były potężne jak długo trzymały się na dystans wobec świata zamieszkanego przez barbarzyńców. I miał staruszek rację. Jego socjalizm z chińską charakterystyką rządził się prostymi regułami monopartyjności, powiązania kursu yuana z dolarem na sztywno, przejmowania z całego świata produkcji, co zapewniało pracę prostym ludziom, setkom milionów prostych Chińczyków. Kombinacja przyniosła rewelacyjne rezultaty w ciągu 30 lat. Zaledwie tyle czasu trzeba było, aby świat zaczął patrzeć na ChRL nie jak na kuriozalne miejsce tragi-komicznych eksperymentów na ludziach, lecz zgoła na wzorzec "trzeciej drogi".

"Nieważne jakiego koloru jest kot, każdego da się zagłaskać" chciałoby się rzec. W roku 2008, roku Olimpiady w Pekinie, momentu kiedy włodarze Chin poczuli się pełnoprawnymi uczestnikami globalnej gry dyplomatycznej i gospodarczej, pojawił się głęboki kryzys ekonomiczny, dotykający najważniejszego partnera biznesowego Chińczyków, czyli Stanów Zjednoczonych. Władze w Pekinie dały się wciągnąć w międzynarodowe rozgrywki, niejako na siłę. Przekonano Pekin, że jest mocarstwem, a jako takie musi się troszczyć nie tylko o siebie, ale również o swoich wielkich braci na Ziemi. Gdyby stary Deng żył, pogoniłby to całe towarzystwo bez wahania. Jego następcy nie są już tak odporni na łechtanie ambicyjek. Dali się omamić starym wyjadaczom z cudzych miseczek i zaczęli przyjmować model działania USA, nie bacząc na jego oczywiste koszty. Jak również nie biorąc lekcji z przykładu Stanów, którym granie roli hegemona odbija się czkawką i palącą zgagą kryzysu. Chiny odeszły od zasad kardynalnych Denga nie sformułowawszy nowych.

Bez nich zaś trudno stawić czoło mnożącym się pytaniom:

Co przyniesie tendencja spadkowa chińskiego eksportu, oddanie dużej ilości swojej produkcji Indiom, Bangladeszowi, Brazylii i innym? Jak długo będzie można w Chinach powielać zachodni miraż wzmacniania swojej ekonomii na bazie rosnącego udziału "usług" w PKB? Co z owymi 100 milionami Chińczyków żyjących w nędzy, o których mówił w zeszłą środę premier Wen Jiabao? Co zrobią miliony bezrobotnych, którzy nie znajdą prostej pracy w fabrykach, a nie są w stanie przekwalifikować się na specjalistów IT, lub dyrektorów ds marketingu? Co się stanie jeśli wartość dolara zacznie jednak spadać?

A mamy jeszcze do tego problemy ze zdewastowanym środowiskiem naturalnym, z naruszoną równowagą demograficzną, rosnącą różnicą zamożności pomiędzy Wschodem a Zachodem ChRL, gigantyczne problemy dotyczące braku wody na północy kraju, itd., itp.

Nie zazdroszczę ogromu wyzwań stojących przed nowym pokoleniem chińskich przywódców, którzy obejmą stery jesienią tego roku. Gdyby przejmowali kraj wierny doktrynom Denga, prawdopodobnie obejmowaliby stanowiska w latarni morskiej. Jest inaczej. Przejmują dowodzenie bardzo dużego okrętu, który musi walczyć z ogromnymi falami. Nie wiadomo jak długo będzie trwał sztorm, nie wiadomo też którędy płynąć do najbliższego bezpiecznego portu. Nie wiadomo też czy okręt wykonany jest ze stali, czy to jeno taki grubszy karton pięknie malowany.

Czy Chiny trzymają się mocno? Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem!


Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close