Chiny subiektywnie

Chiński Nowy Rok, czyli znów to samo….

8 lutego zaczyna się Święto Wiosny, Spring Festival, Chiński Nowy Rok, CNY. Wiedza o tym wszyscy, którzy choć trochę interesują się Chinami. Ci zajmujący się Państwem Środka dla przyjemności, albo na przykład naukowo do CNY mają stosunek pozytywny, ale pewnie nieco zdystansowany, oprócz tych, którzy aktualnie doświadczają Chin bezpośrednio. Ci zajmujący się Chinami zawodowo, w sensie biznesowym, zazwyczaj ocierają się o zawał, albo wylew. Bo zbliżający się Chiński Nowy Rok to regularny burdel i padaczka w i tak zazwyczaj mało uporządkowanym kosmosie chińskiej wytwórczości. Ale dla jednych i drugich, i dla niżej podpisanego kolejny Spring Festival to mimo wszystko jakaś rutyna, myślę, że nuda nawet.

Przez kilka lat przybliżania Państwu chińskiej rzeczywistości oraz prób przekazywania w miarę obiektywnego (choć wciąż nieznośnie subiektywnego) obrazu współczesnych Chin co roku piszę o kolejnych Świętach Wiosny. Albo, że się zbliżają, albo na czym polega ich świętowanie, albo czym są dla przeciętnego aktora tego fenomenu.

W tym roku znów to uczynię. Aczkolwiek pewnie w nieco odmienny sposób. A to mianowicie dlatego, że – być może za sprawą coraz poważniejszego wieku, albo dlatego, że mnie dzisiaj łeb n….la – szczególnie w tym roku mam do tych świąt stosunek najeżony. Najeżenie moje wynika z coraz większej rutyny tych świąt, coraz większego ich pustki i bylejakości. Większej nawet niż w przypadku polskich świąt, które utraciły „metafizyczny kontent” (sam to właśnie wymyśliłem i opatentowuję niniejszym!) i bliżej im do „Biedronki” oraz „Lidla” niż do wewnętrznego przeżywania tajemnic objawionych.

  1. Początek

Już z początkiem jesieni my, zajmujący się Chinami od strony biznesowej,zaczynamy sprawdzać nerwowo kiedy przypadnie w kolejnym roku kalendarzowym kolejny CNY. Bo to święto ruchome, jak nasza, krajowa Wielkanoc. We wrześniu 2015 roku dowiadywaliśmy się zatem, że Święto Wiosny startuje 8 lutego 2016. Informacja sprawdzona na wszelki wypadek w kilku niezależnych źródłach od razu wprawiła w humor podły. Dlaczego? A dlatego, że skoro świętowanie ma się zacząć 8 lutego, do tego w poniedziałek, to chińskie firmy handlowe przestaną działać już w okolicach 3-4 lutego (co się właśnie stało), a zakłady produkcyjne nie będą normalnie działać od połowy stycznia (co się również stało). A to dlatego, że skoro CNY zaczyna się 8-go, to wigilia CNY (tak istotna w całym tym zamieszaniu, jak Wigilia Bożonarodzeniowa dla Polaków) przypada w niedzielę 7-go. I w niedzielę 7-go lutego wszyscy ci, którzy postanowili świętować tradycyjnie, rodzinnie, w domach swych rodzicieli, lub dziadków, muszą dotrzeć do miejsca akcji na czas. A więc najlepiej już 6-go w sobotę.

„Wiśta wio, łatwo powiedzieć.” Trudniej wykonać w państwie, w którym mieszka 1 miliard 350 milionów obywateli zarejestrowanych i ponoć dobra setka milionów tych, którzy nie dostąpili zaszczytu zarejestrowania, a którzy to obywatele w tym samym momencie dostają sraczki i fiksacji, żeby koniecznie opuścić miejsce zamieszkania tymczasowego i wyruszyć do miejsca urodzenia, czyli gniazda rodzinnego. Wszyscy oni najpierw muszą skołować konieczne bilety. Więc już od końca grudnia stoją po nie w kolejkach, bo serwisy internetowe zazwyczaj w tym okresie padają. No i nie zawsze bilety z serwisu są prawdziwe. Cały miliard Chińczyków nie zmieści się do pociągu, samolotu, czy autobusu jednego dnia, żeby dojechać do celu o tak z dnia na dzień. Więc kupuje się bilety jakie są. Skoro są na 20 stycznia, to na 20 stycznia. Byle nie na 8 lutego, bo to po kwiatach będzie.

Jak się kupiło bilet, to potem chińskim obyczajem, trzeba z odpowiednim wyprzedzeniem ustawić się w kolejce, żeby wsiąść do odpowiedniego pociągu, samolotu, autobusu. To nic, że wszystko odjeżdża zgodnie z rozkładami, że miejsca numerowane, że nie ma stojących w autobusach, pociągach, samolotach. Tak na wszelki wypadek trzeba ruszyć na dworzec, lotnisko ze dwie doby przed wyjazdem i pokoczować. Zapewne dla podniesienia poziomu (i tak dość wysokiego) frustracji.

W firmach, których właściciele są przy pieniądzach i przy wciąż dobrej reputacji tych co płacą za usługi, bilety dla „umysłowych” i „fizycznych” załatwia się z wyprzedzeniem poprzez zaprzyjaźnione biura podróży. Tu wyciekanie pracowników „na święta” jest stosunkowo dobrze kontrolowane. Ale w tych przedsiębiorstwach, gdzie właściciel nie ma grosza, albo/i nagrabił sobie w bliższej i dalszej okolicy, i nikt mu niczego bez płatności z góry nie załatwi, ludzie znikają ot tak po prostu. Dzisiaj są i pracują i ciągną ten swój wózek (no bo nie krzyż, to Chiny przecież…) z mozołem, a jutro – pstryk! – i biura i hale puste. I po zawodach. To co zamówione nie będzie skończone, nie będzie wysłane przed CNY, nie dotrze do celu na czas, nie będzie zapłacone, a będzie pokrzykiwanie i obrażanie się nawzajem, a także naruszanie dobrego imienia matek.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów

I każdy zjadłby tysiąc kotletów,

I każdy nie wiem jak się wytężał,

To nie udźwigną, taki to ciężar.

Nie udźwigną również i zamieszani w Chiny biznesowo.

  1. Środek

I tu zero zdziwień, niespodziewanych zwrotów akcji, nieoczekiwanych zmian na lepsze, czy na gorsze:

a) będzie odgrywane

b) będzie jedzone

c) będzie oglądane

  1. Zakończenie

Wszystko co dobre szybko się kończy. Dla urzędników państwowych, pracowników administracji, wszelakich funkcjonariuszy, pracowników banków i tym podobnych świętowanie zakończy się już 15 lutego. Dla pozostałych, nie skleszczonych oficjalnymi, pekińskimi nakazami CNY kończy się, czyli w dniu Święta Latarni, który w tym roku przypada 22 lutego (a dla tych, którzy chcą być konserwatywni i tradycyjni do bólu święta zakończą się dopiero definitywnie 27 lutego!). Ponieważ tymi nieskleszczonymi są w przewadze wędrujący robotnicy, sól ziemi, paliwo i olej smarujący chiński cud gospodarczy, a których liczba już dawno przekroczyła 200 milionów osób, dworce i lotniska ponownie zamienią się na kilka dni w miejsca okupowane przez tysiące i dziesiątki tysięcy kolejkowiczów niepokojących się głównie tym, czy kto im nie zajmie ich miejsca. Numerowanego, zarezerwowanego pewnie z miesiąc wcześniej, i tak dalej, i tym podobnie.

Z różnych punktów na mapie Chin ludność zacznie ciurkać do wielkich ośrodków, do Pekinu, do Szanghaju, do Shenzhen, do Guangzhou i wielu, wielu innych. Tam o tą ludność, na dworcach u celu podróży, szarpać się będą właściciele firm produkcyjnych i fabryk, bo po każdym CNY do wielkich miast zjeżdża mniej osób niż pojechało świętować. Bo w Chinach od lat po każdym Święcie Wiosny lamentuje się, że ludzi do pracy coraz mniej. W państwie gdzie mieszka sobie 1 miliard 350 milionów obywateli zarejestrowanych i ponoć dobra setka milionów tych, którzy nie dostąpili zaszczytu zarejestrowania.

No i już. Ale oczywiście to nie koniec. Za rok przecież znów Chiński Nowy Rok. I znów wszystko się powtórzy. Dokładnie tak, niemal tak samo, z drobnymi zawirowaniami. No chyba, żeby się okazało, że ten nadchodzący rok nie będzie wcale taki fajny. Bo Ognista Czerwona Małpa, której panowanie rozpoczęło się już wczoraj, to znak przewrotny. Z jednej strony symbolizuje mądrość, spryt, umiejętność radzenia sobie z przeszkodami, ale z drugiej to symbol zadufania, zawziętości i egocentryzmu. Chiny postrzegane są symbolicznie bądź jako Smok, bądź jako Tygrys. Dla Smoków rok Ognistej Czerwonej Małpy to okres fortuny nie tylko uśmiechającej się przychylnie, ale wręcz zachłystującej się perlistym śmiechem. Dla Tygrysów zaś w zasadzie lepiej, żeby nie wychodziły z domu, albo się po prostu dały zahibernować do następnego CNY. Co będzie dominującym znakiem Chin w Chińskim Nowym Roku? Przekonamy się już niebawem, ponieważ według speców od chińskiej astrologii najważniejszymi sezonami dla Ognistej Czerwonej Małpy 2016 będą wiosna i lato. Czyli niebawem.

Jak będzie – to się po prostu okaże. Jak zwykle zresztą, kiedy przyszłość stanie się teraźniejszością. Póki co możemy ewentualnie polegać na przewidywaniach speców. Co jest pewne – i to mnie najeża – po raz nie wiadomo który będziemy musieli odpracować te nadchodzące 2 tygodnie nic-nie-robienia, powtarzając sobie również nie wiadomo po raz który, że to już definitywnie po raz ostatni. Tak, ostatni, akurat….

Leszek Ślazyk

P.S. Zaciekawił mnie niezwykle taki oto fragment chińskiego horoskopu dla roku Ognistej Czerwonej Małpy 2016:

Swoboda działania, poza obciążeniami wrażliwego sumienia, daje Małpie możliwość przetestowania swoich teorii i podejmowanie nawet najniebezpieczniejszych eksperymentów. To oznacza, że w roku 2016 wszystko jest możliwe. To, co trudne – Małpa wykona bez chwili zwłoki. To, co niemożliwe – zajmie jej tylko trochę więcej czasu.

Dociekliwa i czasami irytująca Małpa, jest zwykle bardzo zadowolona z siebie. Wszędzie będzie wtykała nos i tak też będą zachowywać się ludzie w tym roku. Małpa lubi trzymać wszystko pod kontrolą, niby przypadkiem wpływając na zmiany w taki sposób, żeby toczyły się zgodnie z małpim planem. W 2016 roku część ludzi będzie miała idealne warunki do prowadzenia zakulisowych działań. Trzymajmy kciuki, żeby były to osoby szlachetne. Jeśli są złymi ludźmi, na świecie może dziać się naprawdę źle.

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close