Chiny subiektywnie

Chiny, Polska, oni, my, czyli 25 lat

Pomimo wielu oczywistych różnic, począwszy od rasy, poprzez geografię, dane demograficzne, znaczenie w historii powszechnej, a skończywszy na wskaźnikach ekonomicznych mamy z Chinami, my Polacy, wiele wspólnego. Ot chociażby datę 4 czerwca 1989 roku. Ten sam dzień, ta sama data w obu naszych krajach stała się momentem przełomowym, znaczyła więcej niż pierwotnie się wydawało.

Polska i Chiny wjeżdżały w końcówkę lat 80-tych XX wieku w bardzo podobnych nastrojach. W ekonomii coś drgnęło. Partia pozwoliła i tu i tu maluczkim przytulić parę groszy. Ale te zmiany kosmetyczne wyłącznie pogarszały i tak kiepską sytuację ogólną, wewnętrzną. Oba kraje pogrążały się w beznadziei kryzysu ekonomicznego wynikającego z upartego trzymania się sowieckiego modelu ekonomicznego, którego bronić się nie dało w żaden sposób. Co gorsza, przedłużająca się martwica ekonomii przekładała się na ciśnienia polityczne. Oddolne, bo ludzie chcieliby normalnie jeść, pić, ubrać się, a nawet – o, zgrozo – mieć auto, czy mieszkanie. Odśrodkowe, bo partyjny beton upatrywał rozwiązania wszelkich problemów w starych, sprawdzonych metodach, czyli w różnorakim trzymaniu za mordę. Beton ścierał się z „liberałami”, którzy zrozumieli, że nowoczesny świat ma w dupie ideały, ideologie, a łasy jest na kasę. Dlatego na świecie liczyli się pod koniec lat 80-tych ci, którzy byli przy poważnej kasie. Amerykanie.

W Polsce beton dał się przekonać „liberałom”, ze nie da się dłużej firmować tego burdelu. Reformy wymagają wyrzeczeń. Wyrzeczenia narzucone przez Partię zakończą się wywieszeniem członków Partii na wszystkich dostępnych drzewach. Ale przecież są chętni, aby wziąć sprawy w swoje ręce, dać się wkręcić Okrągłym Stołem w rządzenie, uzdrowienie gospodarki. Ci chętni, niezwykle naiwni, choć dorośli, nie znali gorzkiego smaku władzy. Ludzie w euforii kochają przywódców. A kiedy się okazuje, że na raj trzeba zapracować, że nic nie ma od razu i za darmo, to kochający zamieniają się w nienawidzących. I tak właśnie się stało. Reformy zrobiła „demokratyczna opozycja”, jej owoce pożarły „czerwone pająki”. Żarły, żarły, aż wreszcie się nażarły i zaczęły dopuszczać inne stawonogi, pajęczaki, wije, którym wręczano cyklicznie nagrody dla „mistrzów biznesu”.

W Chinach beton przekonano w zaiste nieoczekiwany sposób. „Liberałowie” wjechali w „demokratyczną opozycję” czołgami. Deng bacznie obserwował co się dzieje w Moskwie, Warszawie, Berlinie, Pradze. Widział, że towarzysze z Europy podejmują ryzyko graniczące z hazardem. Deng zdecydował, że nie pójdzie tą drogą. Nie pozwoli, aby Partia utraciła kontrolę nad sterami chociażby przez nanosekundę. Bo władza to władza, a pieniądze to pieniądze. Można dać maluczkim zarabiać pieniądze, nie dając im tknąć władzy.

W jednym i drugim przypadku fortele wypaliły. Towarzyszom z Polski włos nie spadł z głowy. Przybyło środków na kontach. Ludzie w większości obdarzają szacunkiem, do Sejmu z własnej woli wybierają. Towarzyszom w Chinach udało się wypracować system pozwalający utrzymać władzę i stworzyć takie warunki, w których nie ma miejsca na pojawienie się satrapy.

Wiele się zmieniło w Chinach i w Polsce przez ostatnie 25 lat. Możemy znacznie więcej niż pokolenie naszych rodziców, czy dziadków. Wsiadamy do samolotu, jak oni do osobowego. Używamy języków. Znamy te same potrawy i filmy, które znają w Stanach, na Wyspach, we Francji, czy we Włoszech. Ale z drugiej strony i w Chinach i tu u nas żyjemy trochę na niby. Nieustannie doświadczamy dojmującego uczucia kruchości, tymczasowości. Mówią nam o tysiącletniej historii, a jednocześnie powtarzają, że to zaledwie ćwierć wieku w tej nowej rzeczywistości. Która zawsze może się odmienić. Niekoniecznie na lepsze. Dlatego i tam i tu trzymamy te swoje paszporty blisko ciała. Jakby co. Tu i tam nie widzimy jasno swojej własnej przyszłości, bo nie ma jej specjalnie na czym budować.

Pomimo wielu oczywistych różnic  mamy z Chinami, my Polacy, wiele wspólnego. Nieprawdaż?

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Chiny, Polska, oni, my, czyli 25 lat”

  1. tyle ze oni maja program kosmiczny, Bolanda nie, maja wlasne technologie i rozwijaja wlasne pomysly–w Bolandzie technologia to BMW7 szefa firmy i……produkcja palet….ich obrabiarki robia czesci do chinskich i niemieckich smochodow, w Bolandzei obrabiarki niemeickei i japonski tocza kawalki  w montowniach jankeskich i niemieckich…moje zdanie  w kruchosci tematu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close