Chiny subiektywnie

Propaganda 2.0, czyli świat w konia zrobiony

Miałem wczoraj sposobność poprowadzenia szkolenia, a właściwie wygłoszenia dłuższego wykładu zakończonego  częścią „pytania i odpowiedzi” na temat trudności w komunikacji z chińskimi firmami, z Chińczykami z Chin Ludowych. Podczas tego spotkania oświeciło mnie: doświadczamy w Polsce, ale i w Europie, i na całym Zachodzie (obejmującym również Japonię, Koreę, etc.) chińskiej propagandy w wersji ulepszonej, w wersji 2.0. I dajemy się elegancko robić w konia.

To nie pierwszy raz kiedy mówiłem o tym skąd biorą się te wszystkie nieporozumienia i złe emocje mające miejsce w komunikacji z Chińczykami, z chińskimi firmami. Nie pierwszy raz też tłumaczyłem, że większość tych niezrozumiałych i frustrujących działań, zachowań właśnie takimi jest z założenia: nasze złe emocje są sojusznikami Chińczyków. Wyprowadzanie z równowagi przeciwnika, oponenta, negocjatora po drugiej stronie stołu to praktykowany od tysięcy lat patent na zyskanie przewagi. Jak się okazuje od tysięcy lat skuteczny. 2.0

Ponieważ chińskie dzisiaj tkwi po kolana w historii najnowszej, ale też i tej mierzonej wiekami, w ramach wprowadzenia do tematu głównego przywołuję zazwyczaj choć garść istotnych faktów historycznych. Dokładam też trochę informacji politycznych, demograficznych, itd. Opisuję też nasz, obcokrajowców, typowy stosunek do Chin i do Chińczyków. Tak i tym razem mówiłem o tym, że jednym z fundamentów niepowodzeń w naszych rozmowach z Chińczykami, naszej z nimi komunikacji, jest z gruntu fałszywe poczucie wyższości cywilizacyjnej Zachodu nad Chinami. Obserwując bałagan w tamtejszych firmach, doświadczając chaosu na ulicach, borykając się z urzędniczymi zasiekami, zakładamy z góry i bezwarunkowo, że sobie to wszystko znacznie lepiej poukładaliśmy, bo jesteśmy bardziej rozgarnięci, zorganizowani, kulturowo rozwinięci, ucywilizowani. A to poczucie wyższości każe nam traktować znakomitą większość Chińczyków z ChRL jak ludzi specjalnej troski, osoby o ograniczonych, a zdecydowanie niższych od nas potencjałach intelektualnych. Ot, myślimy sobie, głupi po prostu są.

Czyżby? 2.0

Ludzie, z którymi rozmawiałem opowiedzieli mi o swoich problemach i frustracjach, a ja słuchając ich doznałem olśnienia: przecież to prosta, a skuteczna taktyka. Efektywna jak jasna cholera. Traktujemy Chińczyków jak dzieci w rozwoju opóźnione, zatem też w relacjach z nimi odchodzimy od naszych standardów, obniżamy nasze wymagania. Nie możemy przecież wymagać od zwyczajnie głupszych od nas, aby widzieli sens wszystkich naszych zasad i reguł. Szkoda czasu, żeby im tłumaczyć, bo to przecież i tak nie da. W efekcie to Chińczycy dostają wszystko czego chcą. Za znacznie niższą cenę niż inni nasi kontrahenci (bo skoro są upośledzeni, to ileś czynności dla świętego spokoju zrobimy za nich), uzyskując informacje niedostępne dla innych klientów (no bo przecież niektóre rzeczy trzeba tłumaczyć opóźnionemu w rozwoju dziecku cierpliwie, z nadzieją, że do skutku), przystając na to, że zachowują się w sposób, którego normalnie byśmy nie zaakceptowali, wreszcie niekoniecznie się rozliczając (są inni, więc, żeby ich nie przestraszyć sami sobie robimy krzywdę przystając na nieszczelne umowy). No to przepraszam, kto tu jest głupi, upośledzony: Chińczycy, którzy potrafią w ciągu kilku minut urwać 50% z faktury, płacić kiedy im przyjdzie na to ochota i w zasadzie pozostawać poza możliwością skutecznego egzekwowania ustaleń umów przyjaznych wyłącznie dla nich, czy też głupkami jesteśmy my sami dając się tak elegancko robić w konia?

Zaraz też przypomniałem sobie wykład Louis-Vincent Gave’a, pod tytułem China: myths, propaganda and realities, którego wysłuchałem na youtube (https://www.youtube.com/watch?v=w9hFAlqKmfM). Louis-Vincent Gave przedstawia w nim proste wnioski wynikające z wieloletnich obserwacji, badań, analiz ekonomicznych dotyczących ChRL i reszty świata. Od lat – mówi – słyszymy, że Chiny zwalniają, że zadłużają się wewnętrznie ponad miarę, że ceny nieruchomości rosną tam kosmicznie i irracjonalnie, w sumie lada chwila to wszystko się rozsypie. I zostanie jeno płacz, a zgrzytanie zębów. Ale przecież – mówi dalej – w Chinach występuje instytucja, która nazywa się Ministerstwem Propagandy. Co więc – pyta Louis-Vincent Gave – robią liczni pracownicy tego Ministerstwa przez 24 godziny na dobę? Liczą piksele na licznych monitorach swoich licznych komputerów? A może jednak coś robią? A może to oni kreują obraz, w którym Chiny wydają się światu słabowite, chorowite, szarpane gruźliczym kaszlem rozkładu, będącego oznaką zbliżającego się końca? Louis-Vincent Gave po latach analizowania danych z Chin w porównaniu z danymi ze świata, szczególnie tymi z USA, Niemiec, Japonii i Korei doszedł do wniosku, że Chiny pozornie ledwo zipiąc tak naprawdę ścichapęk wysuwają się na pozycję światowego hegemona. A nawet nie światowego, tylko Euroazjatyckiego z Afryką na dokładkę.  2.0

Jest analogia? No jest. I w skali mikro, i w skali makro dajemy się robić w konia jak małe, co więcej niezbyt rozgarnięte dzieci. Tacy jesteśmy sami z siebie dumni, rozgarnięci, wyedukowani, cywilizacyjne osiągamy wyżyny, a tymczasem pod naszym nosem świat kręci się tak, jak sobie tego życzą Chińczycy. Co więcej dzieje się to za nasze pieniądze.  Bo kto wyprodukował komputer, z którego korzystam, smartfon, który przed chwilą przeszkadzał mi swoim dzwonieniem w pisaniu, rower, na który wsiądę jak tylko skończę pisać, ruter i światłowód, którym poślę pisany właśnie tekst w przestrzeń internetu, serwery na których wisi moja strona i wszystkie społecznościowe media, poprzez które poinformuję Państwa o opublikowaniu tegoż tekstu, leżaki na których leżąc będziecie mogli ten tekst przeczytać, smartfony i tablety, dzięki którym to będzie wykonalne, grille, które być może dymią tuż obok Was, parawany i parasole, z których cienia być może korzystacie, i tak dalej, i tym podobne? No kto to wyprodukował, to i niemal wszystko co na nas i wokół nas? I kto na tym zarobił? Pan, Pani, ja? A może ci nierozgarnięci, przygłupawi Chińczycy?

Jak to mawiają: makao i po makale!

Leszek Ślazyk

2.0

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close