Chiny subiektywnie

Straszliwa chińska babcia …

 

 

Babcia w Chinach jest kochana przez swoje wnuki tak jak i u nas. A może bardziej, bo tu dziadkowie zazwyczaj opiekują się „drobiazgiem” rodzinnym. Na wsi chińskiej – jak informuje ostatnio partyjny tabloid „The Global Times” – co najmniej 1/3 dzieci wiejskich właściwie nie zna swoich rodziców. Dzieci te są zdane na dziadków, albo same na siebie. Wśród chińskich babć wyróżnia się jeden szczególny typ: straszliwa chińska babcia. I o tym typie właśnie dzisiaj.

Straszliwą chińską babcię można spotkać niemal wszędzie w chińskich miastach. Rzuca się w oczy szczególnie w środkach komunikacji publicznej, w domach towarowych, centrach handlowych i sieciach fast foodów. Jest kobietą niewysoką, szczupłą, albo bardzo szczupłą, nosi włosy stosunkowo krótko ostrzyżone, obowiązkowo szpakowate. Żadnych tam dyrdymałek z farbowaniami i jakimiś lokami nie daj Boże. Nie zobaczysz jej nigdy w spódnicy, nie wspominając już w ogóle o sukience. Dress code taki kojarzący się bardziej z wcieleniem Chin Ludowych za rządów Wielkiego Sternika. Z ta różnicą, że zamiast stroju monochromatycznego dopuszcza się kolorek i rzucik florystyczny. Ale bez przesady. Straszliwa chińska babcia nigdy się nie uśmiecha, w słowach zaś jest oszczędna jak niejaki Scrooge. Nie gada bez potrzeby, raczej posługuje się pojedynczymi słowami-komendami. Przy czym komendy te kieruje zarówno wobec otoczenia, jak i wnucząt (obowiązkowo sztuk jedna), którymi się zajmuje, z którymi też jest zawsze widziana.

Straszliwa chińska babcia jest jak czołg. W sensie dążenia do celu, jak i obojętności na jakiekolwiek działania środowiska na zewnątrz jej niewidzialnego pancerza. Pancerza tego nie tknie ani pistoletowy pocisk kąśliwej uwagi, ani nawet ręczny granat wyrzutów gromady jakichś ludzi zwracających jej bezsensowne uwagi. Straszliwa chińska babcia sadza swe wnuczę, a potem zajmuje miejsce dla siebie bez względu na to, czy ktoś je sobie wcześniej zajął i poszedł odczekać w kolejce to na co w danym miejscu się czeka. Na nic uwagi i pokrzykiwania osób, które siedzą przy stoliku, do którego miał dosiąść się ktoś znajomy. Skoro go/ich nie ma w tej chwili, to znaczy, że nie ma go/ich w ogóle. A wnuczę jest, ma umęczone nogi i należy je podkarmić. Bo straszliwa chińska babcia pasie swe wnuczęta nieustannie i metodycznie. Na nic sugestie rodziców dziecięcia, czy treści telewizyjnych programów poświęconych problemowi otyłości wśród dzieci. Straszliwa babcia chińska wie co to jest głód, niestety, poznała go sama dzieckiem będąc. Ale wie też z prasy, że dzieci doskonale same sobie radzą z ustalaniem kiedy są głodne, a kiedy nie. Więc skoro wnuczę chce gofra z bita śmietaną i czekoladą, to chyba wiadomo, że jest głodne. Jeśli chce frytek, coli i kubełka kurczęcych udek, to chyba nie jest objaw sytości. Skoro dziecko chce jeść to nie będzie po primo jak babcia głodować, a po sekundo dostanie jeść natychmiast. Błyskawiczność reakcji i działania to najbardziej zauważalny przejaw aktywności straszliwej chińskiej babci.

Powiedzmy, że wnuczę na środku KFC trzymając w rączce loda z polewą czekoladową ogłasza, że chce siku, babcia nie zaprząta sobie głowy dowiadywaniem gdzie tu są toalety. Z kieszeni, lub rękawa bluzy wyciąga natychmiast niewielką torebkę foliową, ściąga wnuczęciu gacie w dół i jedziemy. Się potem wrzuci napełniony uryną woreczek do tego śmietnika w rogu sali. A jeśli pacholę ryknie, że nadchodzi dwójka i jest w fazie świstaka, czyli wystawia nosek z norki? Babcia niezwłocznie – niczym magik z Las Vegas – wynajduje kawałek kartonu i łapie nań dwójeczkę. A, że jest to przejście pomiędzy fotelami w pociągu, albo wejście do butiku w centrum handlowym? No to co? Wnuczę nie może się stresować takimi sytuacjami. Mówi, ze coś chce i straszliwa chińska babcia natychmiast problem rozwiązuje. Od pstryknięcia palcami. Sama zresztą również się nie bawi w konwenanse. Jeśli czekając na przystanku na autobus poczuje, że jest mus, to sama kuca i po kłopocie. I wie, że nikt jej nie śmie zwrócić uwagi. Tak jak i wtedy, gdy zmuszona do mieszkania z dziećmi w wydumanym wieżowcu z dziesiątkami pięter chce sobie ugotować coś porządnego do jedzenia. Wiadomo, że nic porządnego nie da się ugotować na kuchni na prąd, albo jakieś tam fale-srale. Straszliwa chińska babcia wydobywa wtedy (pewnie z kieszeni, lub rękawa bluzy) piecyk węglowy (taki metalowy cylinderek wielkości 5 litrowej puszki marmolady, lub ogórków konserwowych), idzie na klatkę schodową, odpala węglowy brykiet i gotuje. Sąsiedzi wiedzą, że musieliby straszliwą babcię postrzelić, żeby przestała. Nie pozostaje im nic innego, jak ponarzekać na babcię jej dzieciom, kiedy wrócą z pracy. Jednak wszyscy dokładnie wiedzą, że to takie działanie pro forma. Dzieci swojej matce, babci swych dzieci nic nie powiedzą. Szkoda czasu. Babcia jest przecież odporna na słowa jak czołg.

A nikt nie chciałby zobaczyć straszliwej chińskiej babci w furii. To mógłby być ostatni zarejestrowany obraz w życiu.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close