Chiny subiektywnie

Czym się różni wróbelek?

Ostatnich kilka rozmów, a także wymiana korespondencji z wieloma osobami uświadomiły mi pewien fundamentalny problem w zrozumieniu fenomenu współczesnych Chin, z którymi mamy do czynienia – świadomie, czy też nieświadomie – na co dzień. Jest to sytuacja podobna tej z czasów kopernikowskich, kiedy mędrcy świata, monarchowie upierali się przy teorii geocentrycznej, kiedy to w rzeczywistości Ziemia latała (i lata cały czas) dookoła Słońca.

Przeszkodą w zrozumieniu fenomenu Chin jest ich natura. Większość komentatorów i generatorów opinii na temat Chin nigdy tam nie była, a jeśli już to na kilkudniowej wycieczce, lub na jakiejś konferencji. W Pekinie, Szanghaju, może Kantonie. Z takiej perspektywy Chiny wydają się z pewnością przystające do tego co znamy po zachodniej stronie globu. Pytanie zasadnicze brzmi: czy to jest obraz prawdziwy? Moja odpowiedź brzmi: nie, nie  jeszcze raz nie!

A czemu taki pewny jestem swojej odpowiedzi?

A temu:

1. W zachodniej hemisferze hołduje się idei demokracji i wolności wszelakiej w tym wolności gospodarczej. W określonych ramach prawa wolno nam zarabiać pieniądze jak nam się żywnie podoba. Możemy produkować pacynki, leczyć zęby, bronić oskarżonych, malować obrazy, albo dostarczać rozkoszy w zakresie dozwolonym w określonym państwie zachodnim. Jeśli zbudujemy firmę wielką, że aż strach, możemy sobie dowolnie decydować jak i gdzie zainwestujemy swoje pieniądze. W Chinach pierwszy poziom aktywności biznesowej jest identyczny. Będąc Chińczykami możemy w Chinach Ludowych produkować pacynki, leczyć zęby, bronić oskarżonych, malować obrazy, albo dostarczać rozkoszy nielegalnie, ale za cichym przyzwoleniem władz. W przypadku kiedy nam się jednak powiedzie i zbudujemy firmę wielką, że aż strach, nasz prywatny interes przestaje być de facto naszym interesem. Staje się interesem państwowym. W Chinach jako Chińczycy możemy sobie inwestować w co chcemy i jak chcemy. Ale jeśli pragniemy wyjść poza granice kraju, to tu nasza wolność się kończy. Po pierwsze primo musimy stać się formalnie lub nie członkami KPCh. Po drugie primo to Pekin zadecyduje, czy nasze plany ekspansji będą zrealizowane czy nie. Po trzecie primo, jeśli spróbujemy zignorować Pekin, to możemy być pewni, że on nam tego nie puści płazem i w bardzo krótkim czasie zamienimy domy i mieszkania posiadane i zamieszkiwane na małą celę, obóz pracy, albo damy szyję po krótkim a głośnym procesie.

2. W Europie, USA, Australii, Indiach, itd., itp. politycy robią swoje a biznesmeni swoje. Biznesmeni lobbują, korumpują polityków, zmiękczają ich na inne sposoby, aby dopasowywać daną rzeczywistość do swoich partykularnych interesów. Państwa skwapliwie podliczają swoje PeKaBy, łatają swoje budżety, łamią sobie głowy nad różnymi ruchami, które przynoszą określone skutki polityczne. Korzystne, lub o zgrozo! niekorzystne. Świat polityki i świat biznesu funkcjonują osmatycznie obok siebie, nawiązują krótkotrwałe romanse, tworzą nici powiązań, ale pozostają autonomicznymi bytami. Tymczasem w Chinach Ludowych biznes (cała gospodarka) i państwo to jeden organizm. Państwo ustala kto i w co będzie inwestował poza granicami. To państwo decyduje ile w danym momencie kosztuje jego waluta. To państwo pozwala na zaistnienie na swoim obszarze zewnętrznych inwestorów, przy czym ci najwięksi w swoich własnych inwestycjach mogą mieć co najwyżej 49% udziałów ( jak na przykład Volkswagen w Szanghaju), a również muszą zagwarantować odsprzedaż interesujących Chiny Ludowe technologii. To państwo kontroluje wszystkie banki i giełdy. To państwo decyduje jakie dane gospodarcze będą publikowane, a jakie nie.

3. Kwestia zasadnicza: mówiąc państwo myślimy o tym co nas otacza, co widzimy w telewizji, o czym zdarza nam się rozmawiać ze znajomymi. Czy Chiny są takie same jak Polska jako państwo? Oto szybkie audiotele, które powinno rzucić trochę światła:

a) Czy w Chinach odbywają się wybory parlamentarne takie jakie miały miejsce w październiku w Polsce?

b) Czy w Chinach funkcjonuje jakaś inna partia polityczna poza KPCh?

c) Czy w Chinach funkcjonują swobodnie media oraz organizacje kontestujące politykę wewnętrzną i zewnętrzną chińskiego rządu lub propagujące inną ideologię niż ta głoszona przez KPCh?

d) Czy w Chinach mamy możliwość swobodnej wypowiedzi, czy nie ma tam urzędu cenzury, policji politycznej?

e) Czy w Chinach gospodarka jest niezależna od władz, które nie planują jej centralnie w formule 5-latek?

Mnie wychodzi 5 razy NIE. Co to oznacza? No, kurteczka, oznacza to, że Chiny i Polska różnią się, do tego nie troszeczkę, a wręcz zasadniczo.

Brak zrozumienia (lub celowe ignorowanie) dla tylko tych trzech problemów (a jest ich znacznie więcej) stwarza sytuację, którą można by zobrazować następująco. Fechtujemy się, my Zachód, z Chinami na planszy dla szpadzistów. Białe stroje, maski i te inne tam takie. My mamy w dłoniach szpadę, Chińczycy zaś sztachetę z gwoździem na końcu. My się wykazujemy pięknymi akcjami, stylowymi sztychami, a Chińczycy spuszczają nam manto sztachetą. Twierdzą, że są biedni i nie stać ich na używanie szpad, które są okropnie wręcz drogie. My ze zrozumieniem bierzemy w łeb kolejne ciosy dechą i podsyłamy Chińczykom trenerów, szkoleniowców dla zawodników oraz dokumentację dotyczącą produkcji szpad dla ichniego Związku Szpadzistów Chińskich. Dokładnie w tym samym czasie na naszych sponiewieranych maskach, kombinezonach oraz pokrzywionych szpadach wszędzie widnieje ten sam maleńki napisik "MADE IN CHINA".

Mądrale różnej maści twierdzą, że z obecnej sytuacji nie ma wyjścia. Musimy zbierać ciosy w łeb z jakichś zupełnie niejasnych powodów. Tymczasem rozwiązanie jest oczywiste. Musimy ustalić sztywne reguły: albo naparzamy się sztachetami, albo fechtujemy szpadami. Możemy się dogadać, lub po prostu zacząć stosować te same metody co strona przeciwna. Na twardość naszego łba raczej wolałbym nie liczyć. Jak uczą tysiące przykładów czerep okładany dechą zazwyczaj pęka ze sporą szkodą dla swojego właściciela. Nas w tym konkretnym przypadku.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “Czym się różni wróbelek?”

  1. Super i brawo.
    Ta asymetryczność stosunków jakoś w ogóle nie jest dyskutowana na Zachodzie. Bo i są one nieco bardziej skomplikowane. To nie jest tak, że są Chiny i Zachód.
    Są Chiny, a Zachód to kapitał, politycy i tzw. opinia publiczna.
    Ta ostatnia ma najmniej do gadania, bo techniki kierowania nią opracowano i opanowano, kiedy rodziła się nowoczesna prograpaganda, czyli kiedy USA przystępowały do I wojny światowej. Stworzono wówczas szereg narzędzi (m.in. public relations), które następnie zostały rozwinięte w ZSRR i III Rzeszy.  Polecam dzieło ojca PR, Edwarda Bernaysa, pt. "Propaganda".
    Zostają więc politycy – zmieniani co cztery lata.
    I kapitał, który się nie zmienia.
    Układ pionowy wygląda więc tak:
    1) Chiny
    2) kapitał
    3) zachodnia polityka
    I tyle w tym temacie.

  2. Dziękuję za ciekawy komentarz. Interesujące spostrzeżenie. W wolnej chwili postaram się zastanowić nad układem sił w samych Chinach, bo ten również nie jest ani prosty, ani jednoznaczny. Chociażby kwestia tarć pomiędzy armią, policją i strażami municypalnymi. To ogromne obszary wpływów i nieustające walki o nie.

  3. 5 razy NIE – Dzięki tym 5 RAZY NIE – POLSKA przez ostanie 30 lat jest krajem większym stopniu rządzonym nieudlolnie – W wiekszości kłótnie i intrygi oraz kult "więcej mówić mniej robić, zamiast mniej mówić, więcej robić" – Obraz Polski w ostanich 30 latach, a obraz Chin w ostanich 30 latach. Oczywiście – zawsze są plusy i minusy i one mają odwierciedlać rzeczywistość. Patrzenie tylko przez pryzmat "wad" powoduje odbiór rzeczywistości w "zniekształconym lustrze". Pan Admin z prawie 20 letnim doświadczeniem w Chinach powienien te różnce dostrzegać. Dziękuję, Pozdrawiam

  4. @ Tom: Dziękuję za komentarz. Gdybym obserwował Chiny "z doskoku" wciąż byłbym nimi bezkrytycznie zafascynowany, właśnie poprzez proste, ale bardzo powierzchowne porównanie tego zewnętrznego zróżnicowania "rozwoju" pomiędzy Polską, a Chinami. Każdy powrót do kraju po dłuższym pobycie w Chinach był dla mnie w jakiś sposób nieprzyjemny. Tam wszystko pnie się do góry, rozwija, tu właściwie stoi w miejscu. Po latach uświadomiłem sobie jednak, że chiński rozwój oderwał się od samych Chińczyków. Niewielu z nich tak naprawdę na rozwoju zyskuje, wielu go nie rozumie. My zaś sami przestaliśmy rozumieć pojęcie wolności. Z jednej strony to mnie cieszy, z drugiej jednak martwi. Łatwo przyjąć teoretycznie brak wolności w zamian za "ład, porządek i bezpieczeństwo". W praktyce (a miałem okazję doświadczyć) to nie jest jednak tak łatwe i przyjemne.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close