Chiny subiektywnie

Węgiel, kosmos, ludzie, tryby

Chiny z ogromną dumą ogłaszają światu pokonywanie kolejnych barier na drodze do samodzielnej eksploracji kosmosu. Tak jak i w wielu innych przypadkach pokonują w zaledwie kilka lat te same etapy, które Zachodowi zajmowały dziesięciolecia. Kilka lat temu pierwszy Chińczyk powtórzył po 50 latach wyczyn blaknącego w ludzkiej pamięci bohatera kosmicznych podbojów Jurija Gagarina. Nawet nie chce mi się sprawdzać w googlach jak się nazywał ów pierwszy Chińczyk w kosmosie. Politycznie niepoprawnie nie obchodzi mnie to w ogóle. Dla szefów z Pekinu nazwisko tego śmiałka co pofrunął w kosmos rurą wypełnioną łatwopalnymi chemikaliami też nie ma żadnego znaczenia. W tym punkcie jesteśmy sobie bliscy z towarzyszami z Pekinu. Bez podtekstów. Mam nadzieję.

W tym samym czasie kiedy dziesiątki skupionych umysłów odzianych w białe fartuchy wybitnych chińskich naukowców boryka się z problemem utrzymania przy życiu przyszłych chińskich zdobywców kosmosu, tysiące mniej wykształconych i mniej błogosławionych przez fortunę Chińczyków zjeżdża pod ziemię, żeby z jej wnętrza wyrywać kawałki węgla. Węgiel nie jest tak cenny jak umysły naukowców, ale jest potrzebny krajowi. Jest potrzebny krajowi tak bardzo, że może on (ten kraj) przymknąć z absolutnie niezmąconym spokojem oczy na warunki pracy ludzi ów węgiel wydobywających.

Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej jedną z pierwszych lektur, które dane mi było przyswoić w ramach poznawania uroków języka ojczystego, była książeczka pod tytułem „Łysek z pokładu Idy”. Górnik był wtedy szefem w naszym kraju, więc i o górnikach była to lekturka. Książeczka miała nasze ośmioletnie serca przepełnić uczuciem wzruszenia. Pozwolić doznać etosu i patosu zarazem, zrozumieć jakim obrzydliwie bezdusznym był kapitalizm dręczący ludzi, ale również – o zgrozo! – znęcający się nad zwierzętami. Lekiem na całe zło – w kontekście rzeczywistości, w której zapoznawaliśmy się z losami Łyska – miał być oczywiście socjalizm, gdzie kraj rozwijał się lepiej, a ludziom żyło się dostatniej.

Chiny rządzone są przez partię z konstytucyjnym prawem wyłączności, deklarującą się jako komunistyczna, czyli taka, dla której los robotnika i chłopa jest najważniejszy. W Chinach w zeszłym roku zginęło w kopalniach, według oficjalnych danych, 2600 górników. Obawiam się, że to więcej niż ogólna liczba górników, którzy zginęli w polskich kopalniach od zakończenia II wojny światowej do dzisiaj. Większość zeszłorocznych ofiar wypadków w kopalniach w Chinach poniosło śmierć w nielegalnych miejscach wydobywania węgla. 2600 osób w ciągu jednego roku zginęło w nielegalnych miejscach pracy. W kraju deklarującym się jako kraj sprawiedliwości społecznej, rządów robotnika i chłopa. Żeby była jasność: w Chinach nielegalna kopalnia to nie jest polski „bieda szyb”. To są zakłady, które wydobywają setki tysięcy ton rocznie, tyle, że państwo umywa od nich ręce, ponieważ są to miejsca, o których wiadomo, że są po prostu śmiertelnie niebezpieczne, zagrożone zalaniem wodą, lub wybuchem gazu. Te nielegalne kopalnie stanowią podstawę zaopatrzenia północnych, zdominowanych przez przemysł ciężki Chin. Węgiel zaspakaja aż 70% zapotrzebowania ChRL na energię. W reakcji na zatrważającą liczbę ofiar śmiertelnych w kopalniach władze centralne w Pekinie postanowiły zamknąć nielegalne kopalnie w najbliższej okolicy stolicy Państwa Środka, czyli w prowincji Hubei. Szczególnie te, których wydobycie w skali roku nie przekracza 100 tysięcy ton rocznie. Zamknięcie 1400 (jednego tysiąca czterystu!!!) „małych” kopalń w tym roku spowodowało, że biznes wydobywczy natychmiast przeniósł się do Mongolii Wewnętrznej. Stamtąd do Pekinu i jego okolic węgiel zaczęły wozić tysiące ciężarówek, które w krótkim czasie zakorkowały główną autostradę łączącą Pekin z Mongolią Wewnętrzną na odcinkach liczących sobie dziesiątki kilometrów. Droga o przepustowości 8 tysięcy samochodów ciężarowych dziennie musiała przyjąć do 60 tysięcy aut na dobę. Kilkadziesiąt tysięcy samochodów ciężarowych dziennie jadących po węgiel z nielegalnych kopalni, gdzie znów codziennie giną dziesiątki górników, składając swoje nic nie znaczące życie na ołtarzu przemiany kraju socjalistycznego (jakim ponoć są dzisiaj Chiny Ludowe) w kraj komunistyczny (w nieokreślonej przyszłości). Kraju, który pragnie zająć pierwsze miejsce w światowych rankingach w każdej kategorii.

Nie sądzę, aby dzisiejsi chińscy górnicy doczekali się kiedykolwiek chińskiego odpowiednika opowieści o chińskim Łysku, który ślepł pracując na chińskim pokładzie kopalnianym Idy. Po pierwsze dlatego, że nie zdążyłby oślepnąć. Dla zachowania realiów musiałby się bowiem utopić w zalanym szybie kopalnianym, albo zginąć w wybuchu metanu. Po drugie są w Chinach o wiele ciekawsze rzeczy do opisywania i gloryfikowania. Na przykład historia o podboju kosmosu i bohaterach lotów załogowych, którzy otwierają Chinom drogę ku Księżycowi, Marsowi, a potem ku gwiazdom. Wszystkim tym miejscom, gdzie mogą żyć istoty podobne ludziom, istoty zainteresowane kupnem niedrogiej elektroniki, albo sprzedażą większego pakietu obligacji swojego rządu.

>

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close