Polityka

Klocki, puzzle, szachy, albo wielkie gry polityczne

Kilka ostatnich dni każdemu człowiekowi urodzonemu i wychowanemu w Polsce każe z intensywnością kojarzyć aktualne wydarzenia z tymi, z którymi zapoznawaliśmy się na lekcjach historii XX wieku. Przeklęte deja vu. Historia może się powtarzać, a jej nachalne powtórki wywołuja w nas nieprzyjemne dreszcze. Na szczęście nie żyjemy w pierwszej połowie XX stulecia. XXI wiek przyniósł nowe okoliczności, nowe klocki, inne puzzle, zmienione układy na szachownicy. Żeby dostrzec zmiany trzeba zignorować deja vu i wykonać kilka kroków wstecz, bay objąć wzrokiem całą mapę polityczną świata.

Zadufani jesteśmy w sobie. My, czyli mieszkańcy zachodniej hemisfery, od Rosji po USA, przez lata utwierdziliśmy się w przekonaniu, że stanowimy o teraźniejszości i przyszłości świata. Bo jeśli nawet były przed nami jakieś Mezopotamie czy Babilony, to nasi przodkowie tam się wybrali, z ziemią zrównali i wykazali kto rządzi. Ostatecznym dowodem naszych racji były wojny, I i II, nazwane powszechnie wojnami światowymi. W przypadku tego drugiego kataklizmu tylko Sowieci i Amerykanie traktowali wydarzenia na Pacyfiku i w Azji jako integralny element całości wydarzeń. Reszta uczestników konfrontacji koncentrowała się na Europie.

Dzisiaj, kiedy były prezydent, były premier, a obecnie ponownie prezydent Rosji Władymir Władymirowicz Putin bawi się przednio wciągając Zachód w swój teatr absurdu, ten Zachód właśnie przypisuje sobie różnego rodzaju zasługi w zakresie "rozmiękczania" rosyjskiego przywódcy. A przecież wiadomo, że to taka niby-prawda. Putin może pójść na wymianę ekonomicznych razów. Jego elektorat nie zacznie kwękać, że zimno, że nie ma światła, albo, że trzeba po mięso stać w kolejce. Jego elektorat przerabiał takie historie wielokrotnie. Tymczasem wyborcy Angeli Merkel, czy Davida Camerona są nie dość, że bardziej marudni, że za chwilę mogą (chociażby ze względu na dostępność opcji) wybrac sobie kogoś innego, to dzięki zabiegom swoich polityków są zależni energetycznie od Rosji. Wyborcom krajów wolnego Zachodu bez rosyjskiego gazu będzie zimno i smutno. A to takie przecież straszne…. Putin lekce sobie waży pomrukiwania ludków z Unii Europejskiej i tego czarniawego ze Stanów. Wiadomo, że ci zawsze pomrukują i nie będą wdawać się w jakieś awantury we Wschodniej Europie. Nie robili tego nigdy. Wiemy o tym doskonale z podręczników szkolnych. Putin może odgrywać swój teatrzyk zdając sobie sprawę z braku konsekwencji ze strony Zachodu, ale mam wrażenie, że carska arogancja Władymira Władymirowicza od wczoraj stała się wyłącznie maską skrywającą zaskoczenie. To ostatnie wywołało wydarzenie, którego Moskwa nie przewidziała: Chiny Ludowe rozgrywają swoją własną grę międzynarodową, w której interesy Rosji nie są interesami Chin.

Siergiej Ławrow zadzwonił do Pekinu, aby przekonać Chińczyków do słuszności poczynań swojego pryncypała. Po rozmowie ogłosił poprzez media, że Chińczycy w pełni rozumieją i popierają działania Rosji na Krymie. Tymczasem Pekin oświadczył, że Ukraina jest krajem niepodległym, i że Chiny pragną współpracować z nowymi władzami tego kraju. Niemiła niespodzianka. A przeciez do niedawna Chiny i Rosja mówiły jednym głosem głosem, jak chociażby w przypadku Syrii. Ławrow musiał nabrać przekonania, że Chiny chcą i będą stawać w opozycji do decyzji politycznych Zachodu inspirowanych przez Stany Zjednoczone, że będą zainteresowane wzmacnianiem swoich wpływów w basenie Oceanu Spokojnego. Lokatorzy Kremla nie wyciągnęli zadnych wniosków z niedawnych kłopotów Gazpromu, który po 15 latach negocjacji został wsprawie dostaw gazu dla Chin odesłany z kwitkiem. Chińczycy odrzucili ofertę cenową akceptowaną przez Niemcy i Francję. Nie sa Niemcami, ani Francuzami. Są Chińczykami. Interesuje ich obszar Pacyfiku, ale jeszcze bardziej najbliższa okolica, czyli Azja. Rosja, szczególnie w okresie Związku Radzieckiego, traktowała Azję jako obszar swoich rosnących wpływów, jako protektorat kontrolowany poprzez lokalne partie komunistyczne. Przez długi czas Rosja traktowała Chiny jako swojego wasala. W końcu Komunistyczna Partia Chin została stworzona przez Komintern, a dzięki pieniądzom i broni sowieckiej pokonała nacjonalistów Czanga. Rosjanie założyli a priori, że Chiny sprawą Ukrainy w ogóle się nie zajmą, a jeśli już to podzielą stanowisko Rosji. Nie przewidzieli, że osłabienie Rosji leży w ich interesie. W Azji lider może być wyłącznie jeden. Według Chińczyków ma być nim Pekin.

Putin może zagrać va banque. A nie może? Może, może…. Ale bez względu na to co zrobi w relacjach z Chinami popełnił błąd, przegrał. Jeśli nie eskalował napięcia wokół Ukrainy i wycofa się "na z góry upatrzone pozycje" obnaży bluff i swoją słabość. Jeśli postanowi użyć siły, skonfrontowac się, to może spodziewać się zagrożenia z południa. Lanie agresorów bardzo się zawsze społeczności międzynarodowej podoba. Chińczycy – w imię dobra ogólnego – chętnie w laniu wezmą udział. Po stronie tych dobrych, rzecz jasna.

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Klocki, puzzle, szachy, albo wielkie gry polityczne”

  1. No tak, ale Chiny wstrzymały się od głosu w czasie głosowania w Radzie Bezpieczeństwa w sprawie Krymu.  Co prawda przeczytałam też co powiedział Hong Lei w BBC po angielsku, co na pewno zbyt dobrze nie oddaje co naprawdę myślą przywódcy Chin,  ale IMHO Chiny zostawiają sobie furtkę do podobnych przyszłościowych działan na terenie Azji.

    Z drugiej strony na pewno ma pan rację jeżeli chodzi o stosunek Chiny – Rosja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close