Chiny subiektywnie

Moje trzy feny (13/20),

czyli koniec epidemii (...?)

Czy Chiny wygrywają walkę z koronawirusem? To pytanie stawiane jest coraz częściej, szczególnie w obliczu danych mówiących o spadającej liczbie nowych zarażeń, zachorowań i zgonów. Wygląda na to, że służby medyczne przejęły kontrolę nad sytuacją, dzięki czemu epidemia stopniowo, ale zdecydowanie gaśnie, że ma się ku końcowi. Ale w pamięci powszechnej żywe są wspomnienia początków, dramatycznych dni pełnych lęku, niepewności, niewiedzy. O pierwszych przypadkach niepokojących przypadków nietypowego zapalenia płuc z WuHan usłyszeliśmy na przełomie grudnia i stycznia. Na początku nikt nie wiedział z czym przyszło się mierzyć. Pierwsze doniesienia mówiły o czymś podobnym do wirusa SARS, który pojawił się w Chinach w 2002 roku, ale bez żadnego konkretu. O powadze sprawy świadczył fakt, iż niemal równocześnie z upublicznieniem informacji do współpracy w WuHan zaproszono przedstawicieli WHO. Światowa Organizacja Zdrowia otrzymała wszelkie zebrane w WuHan informacje 29 grudnia. Wiadomo było, że pojawił się czynnik, prawdopodobnie wirus, wywołujący początkowo u zarażonych objawy typowe dla grypy, ale z dużym odsetkiem chorych zapadających na nietypowe zapalenie płuc objawiające się niewydolnością oddechową. Jak SARS. Tyle, że późniejszy przebieg choroby zdawał się różnic od tego co obserwowano w 2002 i 2003 roku. Pojawił się zasadniczy dylemat: jak postępować w obliczu nieznanego fenomenu, o którym nie wiadomo było nic ponad kilkadziesiąt zbieżnych przypadków (tych najostrzejszych). Wówczas jeszcze nie było pewności, że przyczyną zachorowań jest wirus. Wykluczano kolejno „sprawcę” badając chorujących, u których nie stwierdzano obecności SARS, MERS i innych „popularnych” wirusów, a w rezultacie 7 stycznia 2020 roku potwierdzono oficjalnie, że zachorowania powoduje nowy wirus z rodziny koronawirusów, nazwany roboczo 2019-nCoV, 5 dni później znano już jego zsekwencjonowany genom. A ten stał się podstawą dla opracowania testów pozwalających wykryć obecność wirusa w organizmie człowieka. Dziś wiemy, że pierwsze zachorowanie w wyniku zarażeniem wirusem znanym dziś pod nazwą COVID-19 miało miejsce 17 listopada 2019 roku. Czy gdyby lokalne służby zamiast nadgorliwości wykazały się rozumem, sytuacja rozwinęłaby się tak, jak się rozwinęła? Trudno to osądzać. Wiadomości z całego świata potwierdzają starą prawdą, że ludzie są zawodni. Zwłaszcza wtedy, kiedy powinni podjąć decyzje trudne, niepopularne, wbrew biurokratycznym procedurom, lub hierarchicznym układom.

W tym roku Chiński Nowy Rok rozpoczynał się wcześnie, bo 25 stycznia. A to oznaczało, że w drogę z wielkich miast, w tym z 11 milionowego WuHan do swoich rodzinnych domów ruszyły setki milionów Chińczyków. Rozpoczęła się największa sezonowa migracja ludzi na świecie. Idealne warunki dla rozprzestrzenienia wirusa. Nieprzebrane tłumy na dworcach, stacjach, lotniskach, przemieszczające się w niezliczonych kierunkach. Wydawałoby się, że to sytuacja nie do opanowania.

Interweniujące władze centralne podjęły jednak zdecydowane działania:

– objęto kwarantanną cale miasto WuHan, a następnie całą prowincję HuBei (obowiązek przebywania w miejscu zamieszkania, komunikacja publiczna wstrzymana, szkoły, instytucje, sklepy, restauracje, kina etc. zamknięte do odwołania);

– objęto częściowymi, lub całościowymi kwarantannami kolejne miasta, miasteczka i wsie, gdzie wykryto nawet pojedyncze przypadki zakażeń i zachorowań. Spodziewano się rozwoju sytuacji podobnego do tego w WuHan. Dlatego też w każdym miejscu, które obejmowano kwarantanną nakazywano niezwłoczne zamknięcie wszelkich instytucji publicznych, galerii handlowych, szkół, stadionów, kin itp., itd. Zobligowano mieszkańców obszarów objętych kwarantanną do pozostawania w domach za wyjątkiem dokonywania zakupów w najbliższym supermarkecie, lub sklepie; Ograniczono możliwość kontaktów mieszkańców osiedli z innymi mieszkańcami, kurierami, wszelkiego rodzaju odwiedzającymi;

– do epicentrum epidemii skierowano wsparcie z całego kraju: logistyczne, materiałowe, osobowe (do WuHan wyjechało wielu lekarzy i pracowników służby zdrowia, tak cywilnych, jak i wojskowych służb medycznych dla tłumienia epidemii w zarodku);

– wstrzymano niemal zupełnie ruch osobowy pomiędzy miastami i prowincjami, aktywny pozostał wyłącznie transport towarowy (zaopatrzenie);

– stworzono system powszechnego, wielokrotnego pomiaru temperatury każdej osoby przebywającej poza miejscem zamieszkania. Stworzono warunki, by każdy z podejrzeniem infekcji mógł być natychmiast izolowany, kierowany do wydzielonego szpitala;

– wprowadzono powszechny obowiązek noszenia masek ochronnych (w zasadzie powinny je nosić wyłącznie osoby chore, ale ze względu na okres inkubacji wirusa nawet do 28 dni trudno było ściśle określić, kto jest nosicielem wirusa, a kto nie);

– uruchomiono woluntariat i system pomocy wzajemnej;

– przeprowadzano regularnie dezynfekcje ulic, miejsc publicznych, osiedli, klatek schodowych, wind;

– uruchomiono powszechną akcję propagowania higieny osobistej;

– zatrzymano niemal całą gospodarkę, zawieszono pracę wszystkich zakładów, biur, za wyjątkiem firm związanych z zaopatrzeniem, dostawami, czy służb i zakładów wymagających ciągłego utrzymania (na przykład elektrownie).

Skoncentrowano siły i środki w miejscach najbardziej zagrożonych. Wymagało to skoordynowania działań, ale przede wszystkim aktywnego udziału społeczeństwa, które karnie dostosowało się do zaleceń i realizowało je konsekwentnie pomimo uciążliwości. To posłuszeństwo społeczne motywowane było na początku lękiem, poczuciem zagrożenia, ale z czasem zaczęło przybierać charakter powszechnego, solidarnego obowiązku. Dla kształtowania tej ostatecznej postawy niebagatelne znaczenie miała forma komunikacji władz ze społeczeństwem. Prezydent Xi JinPing ogłosił „wojnę ludu z koronawirusem”. W odniesieniu do wysiłków mających na celu zduszenie epidemii używano języka wojennego. Używano wielkich słów. To skutecznie mobilizowało ludzi. Ta motywacja obudziła wśród wielu Chińczyków potrzebę działania na rzecz innych. Pojawiło się wielu wolontariuszy, uaktywniły się samorządy osiedlowe i liczne organizacje społeczne. Każde społeczeństwo jednoczy się w obliczu zagrożenia zagrażającego jego egzystencji. Chińczycy są niezwykle czuli jako zbiorowość na tym punkcie. Przez wieki swojej historii doznawali najazdów, klęsk żywiołowych (powodzie, trzęsienia ziemi, tajfuny). Okres od połowy wieku XIX aż po lat 70. XX wieku to nieustanny ciąg wojen, katastrof ekonomicznych, klęsk żywiołowych i wszelkich nieszczęść, które mogą dotknąć ludzi. Nic zatem dziwnego, że przeżywszy niemal pół wieku we względnym spokoju, w obliczu epidemii Chińczycy natychmiast zjednoczyli się wokół władzy. Dla świata zachodniego język używany w Chinach w czasie epidemii mógł trącić myszką, ale doskonale trafiał w potrzeby ogromnej większości społeczeństwa. Bez względu na to, czy członkowie tego społeczeństwa na co dzień zgadzają się z władzą, czy też nie. Czy rząd popełnił błędy, czy nie. Przegrana bitwa nie znaczy przegranej wojny. A kto wygrywa wojnę jest bohaterem. To było widać i czuć.

Po ośmiu tygodniach wysiłków i wyrzeczeń – sukces. Od połowy lutego liczba nowych zakażeń, ich dynamika, systematycznie spadała. Obecnie oficjalna liczba nowych dziennych zachorowań w Chinach jest bliska zeru. Nowe przypadki, to w ogromnej większości zakażenia wykrywane u osób przybywających do ChRL z zagranicy. Wśród nich znajdują się głównie młodzi Chińczycy, studenci wracający do domów, uciekający przed epidemią, która rozwija swoje skrzydła w Europie, w Ameryce Północnej. Te powroty są potencjalnym źródłem kolejnej fali epidemii. Wszyscy tu a tego świadomi. Dlatego też nikogo nie dziwi zdecydowane zaostrzanie kontroli stanu zdrowia przybywających do Chin. Nikt też nie odpuszcza sobie nawyków takich jak noszenie maseczki, czy częste mycie rąk. Powszechna „w narodzie” jest tez świadomość, że zatrzymanie całej gospodarki na okres blisko 2 miesięcy będzie miało negatywne skutki. Musi mieć negatywne skutki. Wyniki za I kwartał br. będą z pewnością najgorsze od dziesięcioleci. Ale odbudowywanie łańcuchów dostaw zaczęło się i trwa. Rośnie liczba firm „stających na obie nogi” po wymuszonej przerwie. Życie się normalizuje. Również to gospodarcze, biznesowe, od przemysłu, po usługi. Jednak na to, by wszyscy znów pracowali na pełnych obrotach trzeba będzie poczekać. Jak długo? Tego nie wie nikt. Kiedy epidemia zakończy się definitywnie na świecie? Czy wróci? Czy uderzy znów w Chinach, czy może gdzieś w Afryce, a może w Europie? Jest radość ze zwycięstwa z wirusem, jest też wiele niepokoju, czy to zwycięstwo trwałe. Dlatego też nie organizuje się wciąż imprez masowych. Pozostają w mocy zalecenia dotyczące kontroli temperatury przy wejściu na osiedle, do biura, do zakładu pracy, na stację metra, do galerii handlowej, do restauracji, do muzeów, czy parku rozrywki. Pozostaje też powszechny obyczaj noszenia maseczek. Administratorzy wciąż nakazują dezynfekowanie przestrzeni publicznych: ulic, placów, klatek schodowych, wind. Kontroluje się i limituje ilość osób wpuszczanych na stację metra, do danego składu metra, do autobusu. Unikanie tworzenia dużych skupisk ludzkich wciąż jest aktualnym zaleceniem. Nie ma bowiem innej skutecznej metody zduszenia epidemii tego wirusa, jak nieustanne przerywanie łańcucha, pomostów pomiędzy kolejnymi jego potencjalnymi nosicielami i ofiarami. Podobnie zareagowano w Korei Południowej, Singapurze, Tajwanie i Japonii. I skutecznie stawiono tam czoła zagrożeniu. Walka z pandemią nie ma natury politycznej, systemowej, czy narodowej. Covid_19 jest apolityczny, asystemowy i anarodowy. Zagraża w takim samym stopniu każdemu. I ustępuje wszędzie tam, gdzie stosowane są radykalne metody. To bolesna droga, niosąca za sobą koszty ekonomiczne i społeczne. Innej jednak nie ma. Przekonują nas o tym już niemal codziennie decyzje zwolenników teorii „odporności stadnej”, czy „histerii socjalistów”. Wirus jest bezwzględny i takie też muszą być środki stosowane w walce z tym przeciwnikiem.

Kontrole temperatury i obowiązek noszenia masek – bez zmian

Wraz z rozprzestrzenianiem się epidemii COVID-19, która wzbudza niepokój, przerażenie, czasem wręcz panikę, wraz z rosnącą świadomością rodzaju i skali wyzwania jakim jest ta epidemia, rozpowszechnia się określenie „chiński wirus”. W używaniu tego określenia celuje zwłaszcza Donald Trump, który pytany przez dziennikarzy dlaczego używa takiego określenia, w oczywisty sposób stygmatyzujący część społeczeństwa (w tym przypadku amerykańskiego), odpowiada w charakterystycznym, prostym stylu: „Nazywam go [wirus] „chińskim wirusem”, ponieważ pochodzi z Chin”.

Tymczasem nowy wirus został już dawno zdefiniowany jako “globalna pandemia". W początkowym okresie tej epidemii Światowa Organizacja Zdrowia wahała się, czy ten patogen jest "zagrożeniem dla zdrowia publicznego o międzynarodowym znaczeniu" i czy mamy do czynienia z "globalną pandemią". Dziś nie ma wątpliwości. Wirus Covid-19 już dawno temu przekroczył granice państwowe. Dla niego granice nie istnieją. Część państw, zwłaszcza azjatyckich jak Korea, Japonia, Tajwan, Wietnam, czy Singapur, zareagowała z pełną świadomością tego faktu. Inne z kolei uznały, że skoro epicentrum epidemii jest tak geograficznie od nich odległe, to potencjalne zagrożenie ogranicza się do Chin, Azji. Że nigdy do nich nie dotrze. Dziś epidemia stanowi znacznie większy problem w Europie niż w Azji. Stany Zjednoczone zdają się być na samym początku drogi. I zdają się zupełnie ignorować doświadczenia azjatyckie, ale tez najnowsze, chociażby włoskie. Z punktu widzenia bezpieczeństwa zarówno mieszkańców USA, jak i ludzi w innych państwach świata nadszedł czas na skonsolidowane, konsekwentne, zdecydowane działania, sprzymierzenie się w walce ze wspólnym wrogiem, a nie obrzucanie się błotem.  

Społeczność międzynarodowa wciąż opracowuje jednolite kryteria diagnostyczne. Wciąż też nie ma konsensusu co do metodologii postępowania wobec zagrożenia epidemiologicznego. Przykład Wielkiej Brytanii, czy Stanów Zjednoczonych pokazuje, że w walce z nieznanym nie ma czasu na eksperymenty w rodzaju wypracowywania „stadnej odporności immunologicznej”. Trzeba reagować szybko, zdecydowanie, wedle sprawdzonych i potwierdzonych zasad. Jeśli komuś nie odpowiadają doświadczenia z Chin Ludowych, może posłużyć się przykładem Tajwanu. Albo Korei Południowej.

Poszukiwanie winnego dziś dla odwrócenia uwagi od własnych problemów przynosi dzisiaj skutki odwrotne od oczekiwanych. Bo nagle okazuje się, że w wielu miejscach na świecie Chiny i ich działania w walce z wirusem zyskują coraz więcej zrozumienia i przychylności. Przeciętni mieszkańcy państw atakowanych przez koronawirus z łatwością mogą porównywać to co działo się w Chinach, z tym co dzieję się u nich we własnym domu. Chiny zdają się opanowywać systematycznie sytuacje u siebie, ale co więcej, gotowe są udzielać pomocy materialnej, sprzętowej, fachowej tam, gdzie tej pomocy potrzeba najbardziej. I nie mają tu znaczenia systemy, ideologie, religie. Pomoc otrzymuje Iran, otrzymują Włochy, otrzymuje Nigeria. Pomoc otrzymują również Stany Zjednoczone, Hiszpania, Francja, Belgia, Korea Południowa, Japonia. Lista państw gdzie chińskie władze i firmy wysyłają sprzęt medyczny (od maseczek po respiratory), testy i zespoły ekspertów doświadczonych w walce z epidemią w WuHan wydłuża się z dnia na dzień. Działania PR? Marketing polityczny? Propaganda? Chiny dziś bez wątpienia kreują swój odpowiedzialnego członka społeczności międzynarodowej. Koronawirus nie jest „chińskim wirusem”, jest zagrożeniem globalnym, które wymaga ogólnoświatowej, międzynarodowej kooperacji, przymierza na rzecz pokonania wspólnego przeciwnika. Teraz. A kiedy przeciwnik ulegnie i zniknie, będzie można zająć się ewentualnymi rozliczeniami. Jeśli ktoś będzie miał na to czas i ochotę. Bo ostateczne wygaszenie epidemii to dopiero początek powracania do normalności. Ufam, że nie tylko Chiny mają tego świadomość.

 

中国谚语 Z chińskich powiedzeń   

{五常= 仁+义+礼+智+信}

天有不测风云,人有旦夕祸福.

 Naturą wstrząsają nieoczekiwane burze, ludzi spotykają nieprzewidziane nieszczęścia.

 

Liang Z. Andrzej (梁安基)

上海,中国Shanghai, Chiny                                                                                

电子邮件 E-mail: azliang@chinamail.com  

 

© 12/2020 www.chiny24.com

Andrzej Liang

Liang Z. Andrzej (梁安基) – prawnik, analityk, wykładowca, biznesmen. W 1988 roku Chiny stały się jego domem. Posiadł niezwykłe doświadczenie w zakładaniu oraz zarządzaniu firmami i projektami inwestycyjnymi, zarówno na rzecz inwestorów zagranicznych, jak i chińskich. Obecnie członek rad nadzorczych w chińskich korporacjach. Jest uważnym obserwatorem życia społecznego, gospodarczego, zmian zachodzących w chińskiej rzeczywistości. Jak mówi o sobie: ma korzenie, wychowanie i wykształcenie zachodnie, ale duszę Chińczyka, z Chinami wiążą go głębokie więzi rodzinne. Liczy na to, że jego obserwacje i opinie utworzą jeden z pomostów między Zachodem, a rosnącymi globalnie Chinami.

Related Articles

Back to top button