GospodarkaSpołeczeństwo

Chiny: energetyczny pat

W środę 12 listopada 2014 prezydenci Chin i Stanów Zjednoczonych ogłosili w Pekinie plan, nazwany natychmiast historycznym, dotyczący redukcji emisji gazów cieplarnianych w swoich krajach. To zaskakująca deklaracja ze strony największego emitenta gazów cieplarnianych na świecie oraz największego na świecie oponenta Protokołu z Kioto. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej charakterowi tych deklaracji, można odczytać ich prawdziwą naturę, szczególnie w przypadku Chin.

Prezydent Barrack Obama zadeklarował, że Stany Zjednoczone zredukuję emisje szkodliwych gazów o 26-28% do roku 2025 w porównaniu z rokiem 2005. Prezydent Xi Jinping z kolei oświadczył, że przewiduje się, że szczyt emisji gazów cieplarnianych w Chinach nastąpi w roku 2030, potem poziom ich emisji będzie się stopniowo obniżał. Chiny zatem wcale nie deklarują redukcji emisji gazów cieplarnianych, wręcz przeciwnie. A przecież Chiny są największym na świecie producentem urządzeń do produkcji energii odnawialnej, mają też rozległe rządowe programy wspierające produkcję i implementację rozwiązań z obszaru zielonej energii. Dlaczego więc prezydent Xi Jinping nie może złożyć deklaracji tak oczywistej jak deklaracja amerykańska? To efekt energetycznego pata w jakim znalazła się Chińska Republika Ludowa.

China są globalną fabryką. Produkują właściwie wszystko. Warunki tej produkcji dalekie są jednak od standardów wypracowanych przez kraje wysoko rozwinięte. Pomijając aspekt braku podporządkowania aktywności przemysłowej problemowi ochrony środowiska chińskie zakłady cechują się w doskonałej większości jedną wspólną cechą : energochłonnością. Konkurencja cenowa chińskich produktów nie wynikała nigdy wyłącznie z niskich kosztów pracy (dzisiaj nie wynika w ogóle), ale również z faktu, iż Chińczycy budowali swoje fabryki tanio i szybko. Instalacje, technologie, maszyny, urządzenia to licencje lub kopie rozwiązań wycofanych lub wycofywanych z Europy i Stanów Zjednoczonych, a tworzonych w czasach, kiedy o oszczędzaniu energii nie myślał prawie nikt. Chińczycy wprowadzali usprawnienia w przejmowanych technologiach: zamiast skomplikowanego i drogiego systemu oczyszczania spali – prosty komin w niebo, zamiast zamkniętego obiegu wody, lub oczyszczania ścieków – duża rura odprowadzająca ścieki wprost do rzeki.

Gwałtowny przyrost zakładów przemysłowych, wyrastających dosłownie jak grzyby po deszczu, dziesiątkami tysięcy spowodował niewyobrażalnie wielkie zapotrzebowanie na energię. W warunkach chińskich najprostszym rozwiązaniem stało się wznoszenie kolejnych elektrowni węglowych, również bazujących na sprawdzonych rozwiązaniach, w których priorytetem było wytwarzanie energii nie zaś troska o czystość powietrza, czy wód. Po kilkunastu latach w coraz większej ilości chińskich miast widok czystego, błękitnego nieba stał się wydarzeniem zgoła cudownym. Ogromna chmura smogu pokrywa dzisiaj ogromną część obszaru nad ChRL. Można ją obserwować na stronach NASA.

Ta chmura rzuca szczególnie silny cień na rozwój chińskiej energetyki fotowoltaicznej. Sprawność paneli słonecznych zależy przecież wprost od „jakości” światła na nie padającego. Smog skutecznie filtruje światło słoneczne docierające do powierzchni chińskiej ziemi. Smog składa z mikrocząsteczek cięższych od powietrza, które wcześniej czy później opadają na pola, domy, ulice, samochody ludzi. Również na panele słoneczne. Kto korzysta w Chinach z auta na co dzień wie, że samochód pozostawiony na ulicy po kilku dniach wygląda jak auto zaparkowane w bezpośrednim pobliżu cementowni. Dla utrzymania ich sprawności panele należałoby myć przynajmniej co drugi dzień.

Pyły zawarte w smogu to również zagrożenie dla farm wiatrowych. Wiatraki są złożonymi urządzeniami mechanicznymi, ogromne ilości pyłów wdzierających się do wnętrza tych urządzeń znacznie skracają ich żywotność. Na północy Chin, tam, gdzie smog jest dotkliwą codziennością mieszkańców miast i wsi grasuje jeszcze jeden wróg urządzeń fotowoltalicznych i elektrowni wiatrowych – pustynia. Pólnocny wiatr, który rozwiewa smog między innymi nad Pekinem, miast dawać ulgę mieszkańcom, niesie ze sobą piach pustynny, który osadza się na wszystkim i na wszystkich, który wdziera się w każdą niezabezpieczoną odpowiednio szczelinę.

Panele słoneczne, czy farmy wiatrowe nie są w stanie zaspokoić potrzeb energochłonnego przemysłu chińskiego. Chiny są globalna fabryką. Tu potrzeba znacznie większych ilości energii, niż na obszarach, które wyzbyły się produkcji, które odeszły od niej na rzecz usług i pracy koncepcyjnej, innowacji. Huty, stocznie, montownie, linie do produkcji tekstyliów, czy wyrobów walcowanych wymagają zasilania, którego nie są w stanie zapewnić wiatraki, albo panele słoneczne, nawet w sprzyjających warunkach środowiskowych. Idealną alternatywą dla elektowni węglowych wydawać by się mogła zatem energia atomowa. Kogo jak kogo, ale Chiny na pewno stać na kupno najnowocześniejszych technologii zwiazanych z pozyskiwaniem energii „z atomu”. Chiny posiadają ogromne obszary, chociażby na granicy z Mongolią, gdzie można stworzyć bezpieczne składowiska odpadów radioaktywnych. Na drodze rozwoju energetyki atomowej w Chinach stoi naturalna przeszkoda: brak wody. Z jednej strony mamy tu do czynienia z katastrofalnym zanieczyszczeniem wód rzek i jezior, z których, aż 70% nie nadaje się nawet do uzytku przemysłowego, z drugiej zaś z postępującym procesem wód, w tym gruntowych i głebinowych szczególnie na północy Państwa Środka. W dystryktach zewnętrznych Pekinu beczkowozy dostarczjące wodę pitną w miesiącach letnich są już taką codziennością, jak i smog. Już dziś przeciętny mieszkaniec Pekinu ma dostęp do ledwie 145 metrów sześciennych wody pitnej rocznie, gdy minimum określone przez Bank Światowy wynosi 1000 metrów sześciennych. Wielki projekt przekierowania części wóg rzeki Jangcy na północ Chin, jak już dzisiaj wiadomo, nie poprawi znacznie sytuacji. Z pewnością zaś nie umożliwi wygospodarowania rezerw z przeznaczeniem dla kilku elektrowni atomowych.

Na wspomnainej rzece Jangcy uruchomiono w 2010 roku zaporę Trzech Przełomów, największą tego typu inwestycję na świecie. Zapora ma pozwolić ujarzmić choć po części tą wielką i dziką rzekę, ale przede wszystkim miała stać się – dzięki 26 generatorom – potężnym źródłem energii. Twórcy projektu nie uwaględnili jednak istotnego czynnika: poziomu zanieczyszczenia Jangcy. Dzisiaj władze Chin szukają firm, które zaproponują skuteczne rozwiązanie dwóch problemów: usuwania osadów naturalnych i tych będących efektem działalności przemysłowej z dna gigantycznego zbiornika, który wypłyca się w tempie dramatycznym oraz śmieci tworzących rozrastający się kożuch na powierzchni zatrzymywanej przez tame wody. Zarówno denne osady, jak i pływające po powierzchni śmieci uniemożliwiają bezawaryjne, efektywne działanie generatorów.

Tymczasem prądu potrzeba coraz więcej. Bogacący się Chińczycy kupują coraz więcej, poprawiają swój standard życia. Klimatyzoty, jeszcze 15 lat temu dobro luksusowe, dzisiaj są równie powszechne jak telewizory. I jeśli nowe generacje telewizorów mają coraz mniejsze wymagania dotyczące zasilania, to urządzenia klimatyzacyjne potrzebują wciąż tyle samo energii. Dużo.

Siłą dzisiejszych Chin, ich mi ędzynarodową karta przetargową na światowej scenie są ich pieniądze, wielkość ich gospodarki. Zdecydowane, rewolucyjne zmiany w obszarze źródeł chińskiej energii, efektywnie wprowadzone rygorystyczne przepisy i ograniczenia mające na celu ochronę środowiska naturalnego uderzyłyby w chińską gospodarkę. Tego nie życzą sobie nie tylko Chińczycy, ale również ta część świata, która z Chinami związała swoje interesy. Dlatego też Chiny będą trwały w energetycznym pacie. Być może do roku 2030, a być może znacznie dłużej.  

Leszek Ślazyk

Tekst pierwotnie został opublikowany na stronach polskiej edycji Forbes'a

.
Show More

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button