Chiny subiektywnie

Czy jestem radykałem?

Po ostatnich kilku wpisach dotyczących Chin Ludowych dowiedziałem się bezpośrednio lub bokiem, ze prezentuję nieobiektywne spojrzenie na chińską współczesność malując tamtejsze wszystko i tamtejszych wszystkich w ponurych barwach rodem z niemieckich niemych horrorów. Czy znaczy to, że jestem radykałem widzącym w Chinach Ludowych samo zło, a Chiny wyobrażam sobie jako Imperium Zła lub Planetę Śmierci? Dobre, dobre!

Otóż nie. Nie postrzegam Chin Ludowych jako nowego Związku Radzieckiego, ośrodka zła wszelkiego, wygodnego wroga krajów demokratycznych. (Dlaczego wygodnego? Bo zdefiniowany wróg na zewnątrz to komfort dla rządzących krajami będącymi w kontrze do Jądra Ciemności. Zawsze jest na kogo zrzucić odpowiedzialność za dowolne kłopoty.) Nie zgadzam się również z opinią, że Chny są  modelowym przykładem dla innych krajów, które pragną wyrwać się z biedy "wkraczając na ścieżkę dynamicznego rozwoju.". Wkurzają mnie zarówno wszyscy nakręceni osobnicy powtarzający w kółko historię o łamaniu praw człowieka w Chinach, jak również ci moczący swoją bieliznę pod wrażeniem skoku cywilizacyjnego Państwa Środka. Jak to pięknie określił jeden z moich respondentów:

" (…) dominują dwa nurty:

1. Chiny są be, mordują, kneblują, krew płynie bo zboczach gór Tybetu itp.

2. Chiny są super skutecznie zarządzanym państwem, będą rządzić światem, a Europa będzie mało znaczącym półwyspem azjatyckim. "

Zupełnie są mi obce idee demokratyzowania Chin, bo myśl ta pasuje do chińskiej rzeczywistości jak pięść do oka. Ale nie czyni mnie to głuchym i ślepym na wiele oczywistości, których w świecie poprawności politycznej zauważać nie wypada.

Być może subiektywizuję poszczególne zagadnienia, ale formuła i objętość felietonów nie sprzyja raczej dogłębnym analizom tematów, przywodzeniu dziesiątków przykładów, potwierdzaniu mnogimi źródłami argumentów. Siłą rzeczy muszę się posługiwać skrótem, który wzmacnia różne akcenty.

Jeśli widzę, że Chiny Ludowe są państwem totalitarnym, to o fakcie tym informuję. Zdaję sobie sprawę, że dotykanie takich kwestii w dzisiejszej Polsce jest  traktowane na równi z puszczaniem bąków w niewielkiej windzie. Tyle, że niechęć do poruszania tematu nie wynika z jego natury, jego niejednoznaczności, co z obawy przed reakcją Wielkiego Smoka, lub z nadczynności gruczołu zwanego poprawnością polityczną. Ta ostatnia nie pozwala nazywać rzeczy po imieniu. Dlaczego? O to zapytajcie twórców tego kuriozum.

Jeśli opisuję ciemną stronę relacji międzyludzkich w Chinach (jak w przypadku małej Yueyue), to nie wynika to z wrodzonej złośliwości i czarnowidztwa, a z wieloletniej obserwacji bezpośredniej, na miejscu, w Chinach. Moje doświadczenie Chin różni się bardzo od doświadczeń ludzi pracujących w ChRL dla dużych firm, czy globalnych korporacji. Różni się również od doświadczenia osób w Chinach studiujących. Definitywnie różni się od doświadczenia osób przybywających do Chin na targi, konferencje, szkolenia. Doświadczyłem na własnej skórze zmiany w stosunku Chińczyków do samych siebie, do swoich bliskich, do laowai'ów takich jak ja. ChRL A.D. 1994 i A.D. 2011 to dwie różne planety odległe od siebie o tysiące lat świetlnych. ja osobiście wolę tamtejszą planetę z przeszłości. Może była siermiężna i pełna denerwujących drobiazgów, ale była zamieszkana przez kupę sympatycznych kosmitów. Dzisiaj, tą nową planetę zamieszkują (szczególnie w dużych miastach) w znakomitej większości blaszane roboty nakręcające się banknotami oraz precjozami z metali szlachetnych. Z kosmitami można było spędzić czas przyjemnie i beztrosko. Z robotami też można. Pod warunkiem, że mogą na tym zyskać kolejne banknoty lub precjoza z metali. Szlachetnych.

Oczywiście można pójść z nurtem i opowiadać krwawe historie o gnębionej demokracji, albo popadać w euforię pod wpływem zdumiewających danych docierających z Pekinu. Można też udawać, że nic się nie dzieje.

czy jestem radykalem

Tylko po co? Zbyt bardzo interesuję się fenomenem współczesnych Chin, żeby prowadzić jakąś grę przed samym sobą, jak również przed rosnącym gronem czytelników, zainteresowanych dzisiejszymi Chinami, wciąż przecież tak mało znanymi i tak bardzo tajemniczymi.

Wziąwszy zatem wszystko do kupy mogę odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule: taki ze mnie radykał jak z koziego zadka instrument dęty. Dzieląc się zaś tą głęboką myślą kłaniam się wszystkim do samej ziemi.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Sprawdź też

Close
Close

Wykryto Adblock!

Prosimy o wyłączenie blokowania reklam.