Chiny subiektywnieLudziePolityka

Donald Trump – La Grande Finale, czyli dar niebios dla Pekinu

Przygotowując się do napisania niniejszego tekstu, odkryłem, że pierwszy artykuł o Donaldzie Trumpie umieściłem na stronie chiny24.com 20 października 2011 roku. A kolejny dopiero 5 lat później. Odczuwam pewną satysfakcję (gorzką w istocie), bo po raz któryś tam utwierdziłem się w przekonaniu, że mam zdolność rozpoznawania ludzi, nawet zupełnie mi obcych.

Może Cię zainteresować: Donald Trump: bariery importowe wobec Chin są konieczne

Wtedy, te 10 lat temu Donald Trump wydawał mi się osobowością dziwaczną, proponującą dość dziwaczne sposoby budowania relacji z Chinami:

Outsourcing i wolny handel brzmią fantastycznie. Jest tylko jeden problem, to nie jest fair. Chiny manipulują naszą walutą, wytwarzając nasze produkty i zabierając nasze miejsca pracy. Zabijają nas na wszelkie sposoby – diagnozował. I znajdował natychmiast proste rozwiązania. – Jeśli przestaniemy prowadzić z nimi interesy, to Chiny popadną w depresję jakiej jeszcze nikt nie widział. My za to stworzymy dużo miejsc pracy. Wówczas też proponował nałożenie 41 procentowej taryfy na cały import z Chin. – Jeśli spojrzymy na ich manipulacje walutowe, to będzie to właśnie 41 procent, ale ponieważ jestem miły, niech to będzie 25 procent.

Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że Donald Trump będzie kandydował na urząd prezydenta USA i wygra wybory, popukałbym się palcem w głowę patrząc na źródło takich sensacji z politowaniem. No cóż, mylić się to w końcu bardzo ludzka rzecz, nieprawdaż?

Trump wygrał wybory prezydenckie w 2016 roku i został prezydentem USA 20 stycznia 2017 roku dzięki głosom swoich licznych (rekordowo licznych) wyborców. Ludzi, którzy świat postrzegali (i postrzegają) dokładnie tak jak on: prosto, bez niuansowania, bez wnikania w detale, za to z pewnością, że Ameryka jest wielka, taka jaką była na przełomie lat 40. I 50. XX wieku. No bo jak nie, jak tak?

Świat bardzo szybko doświadczył uroków osobowości Donalda Trumpa. I świat nie bardzo wiedział co z tym fantem zrobić. Pekinowi zajęło około roku, żeby przyjąć do wiadomości, że stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych objął po prostu człowiek głupi, nierozważny, niewyobrażalnie egocentryczny, zadufany w sobie, nadwrażliwy na swoim punkcie, posiadający wiele tajemnic z przeszłości, impulsywny i nieprzewidywalny. Absolutne zaprzeczenie wytrawnego polityka, dyplomaty, który powinien zawiadować tak dużym państwem w tak przełomowym momencie, czyli w chwili, gdy państwo to zaczęło tracić swoje siły. Z niezliczonej ilości powodów.

I jeśli Trump odkrył oczywistą oczywistość, czyli fakt, iż Chiny niespodziewanie dla Stanów nabrały wymiaru rzeczywistego mocarstwa, to z odkrycia tego wyciągnął fałszywe wnioski, jak i postanowił zastosować najmniej racjonalne metody rozwiązania „problemu”.

Tymczasem:

  • Chiny wzrosły dzięki Stanom Zjednoczonym. Założono bowiem w Stanach, ze Chiny, jak i całe „demoludy” da się ucywilizować w prosty sposób – się wprowadzi kapitalizm, się tam zrobi sama z siebie demokracja. Nawet polski przykład pokazuje, że tak to nie działa.
  • Chiny wykorzystały stworzoną sytuację, ponieważ dokładnie przeanalizowały swoja kondycję, znały swoje deficyty i potrzeby, korzystając z „lewaru ekonomicznego” poczęły sukcesywnie mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami.
  • Problemem Stanów Zjednoczonych nie są rosnące w siłę Chiny, tylko Stany Zjednoczone same w sobie. W wielu aspektach swego funkcjonowania USA stały się zwyczajnie państwem systemowo przestarzałym, nieprzystającym do realiów XXI wieku. Ale, żeby to zrozumieć należałoby dokonać głębokiej, solidnej wiwisekcji. Tak jak wcześniej uczyniły to Chiny…

W świecie Donalda Trump i jemu podobnych nikt nie bawi się w subtelności. Dlatego też administracja Trumpa zaczęła realizować jego plan, głoszony już dekadę wcześniej, czyli wprowadzać owe wspomniane taryfy na chiński import. Rozpoczęła się tzw. „wojna handlowa”, o której również pisaliśmy przez ostatnie lata sporo.

W pierwszej fazie owego konfliktu Pekin próbował znaleźć rozwiązanie kompromisowe, nawiązać dialog, przystać na warunki Waszyngtonu. Ale szybko okazało się, że cokolwiek zostanie ustalone w trakcie wielomiesięcznych negocjacji, może zostać anihilowane pojedynczym prezydenckim twitem. Równolegle w samych Chinach ujawnił się silny opór społeczny wobec uległej postawy chińskiego rządu w relacjach z USA, które przez Chińczyków zaczęły być postrzegane jeśli nie jako agresor, to przynajmniej awanturnik, chuligan.

Może Cię zainteresować: Skąd się wzięły dzisiejsze Chiny i na czym polega największy błąd Donalda Trumpa?

A kiedy Trump wziął na cel koncern Huawei i jego komplementarne rozwiązania systemu 5G, dla Pekinu stało się jasne, że nadszedł ten moment, kiedy należy przyspieszyć to, co planowano już latami – powrót do modelu Państwa Środka, które jest samo w sobie, samo dla siebie, niezależne od tego co się dzieje poza jego granicami. Od ponad roku dowiadujemy się zatem, że Chiny uruchamiają kolejne programy zapewniające w niedalekiej przyszłości (maksymalnie do 2035 roku) ich zupełna niezależność od importu, począwszy od żywności, skończywszy na najnowocześniejszych technologiach. Czym bardziej Trump „pociskał” Chiny, tym bardziej oczywistym stawało się dla Pekinu, jak i dla przeciętnych Chińczyków, że plan „niezależności importowej jako gwarancja samostanowienia” jest po prostu dobry.

Po trzech latach „wojny handlowej” rośnie znów ujemny bilans handlowy Stanów z Chinami, maleje liczba amerykańskich firm eksportujących do Chin swoje produkty, rośnie liczba amerykańskich inwestycji w Chinach, przy gwałtownym kurczeniu się inwestycji chińskich w USA. Na dokładkę pojawił się wirus, z którym Chiny poradziły sobie i radzą przyzwoicie, a wobec którego Stany okazały się bezradne.

Trump nie uzyskał reelekcji. Większość Amerykanów uznała, że nie nadaje się do pełnienia dalej roli, którą powierzono mu 4 lata wcześniej. Sam Trump nie pogodził się z takim obrotem spraw, protestował, insynuował, podważał legalność wyborów. Aż wreszcie rzucił hasło „idźcie na Capitol”. Na wezwanie żywo zareagowała mentalna gwardia prezydenta. Poszła na Capitol i się do niego wdarła. Przy okazji zginęły 4 osoby, w tym policjant broniący siedziby amerykańskiego parlamentu. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, kolebka demokracji, światowy wzorzec demokratycznych idei i wartości.

2 marca 2017 roku pisałem: Jeśli tak dalej pójdzie to Donald Trump stanie się bohaterem narodowym w Chinach Ludowych. I się spełniło. To co wydarzyło się 6 stycznia 2021 roku w Waszyngtonie może być odbierane jako lokalna turbulencja, jako incydent. Może być tak odbierane w Stanach i w państwach, których rządy pragną zakląć rzeczywistość. Ale to bardzo konkretny sygnał i materiał do analiz dla rządów państw Azji Południowo-Wschodniej. Stany Zjednoczone utraciły bowiem swój najważniejszy walor, najistotniejszą cechę mocarstwa, które ma być fundamentem bezpieczeństwa, gwarancją niezaburzanego rozwoju jego sojuszników. Stany Zjednoczone przestały być definitywnie przewidywalne. I to, że Trump odejdzie (z pewnością w niesławie, a być może jako pierwszy amerykański prezydent dwukrotnie poddany procesowi impeachmentu) tego nie zmieni. Bo co z tego, że dziś „na amerykańskim tronie” zasiądzie Joe Biden? Ile na nim będzie siedział? Kto go zastąpi? Kto wygra w kolejnych wyborach? Jak dowiedziałem się od mojego dziecka, prezydenturą amerykańską zainteresowany jest na przykład Kayne West… Jak rozwiną się sprawy wewnętrzne Ameryki, które z palących problemów przyjmą charakter bomby?

Jaki w porównaniu z Waszyngtonem jest dziś wizerunek Pekinu?

Tak, Donald Trump to prawdziwy dar niebios dla Chin. Czy Chińczycy chcieliby dzisiaj amerykańskiej demokracji? Nie bardzo. Dzięki komu sytuacja w Chinach, zarówno gospodarcza, jak i społeczna jest tak różna od tej w USA? Wiadomo. Zatem, który model jest dla samych Chińczyków w Chinach lepszy: własny chiński, czy ten promowany przez Stany Zjednoczone?

A na zewnątrz: z kim budować sojusze dyplomatyczne i gospodarcze? Z kim planować przyszłość w perspektywie 10, 20, 30 lat? Z Waszyngtonem, czy z Pekinem? Kto w tej perspektywie jest przewidywalny: Chiny, czy Ameryka?

I tak dalej, i tak dalej.

A gdzie my jesteśmy w tym wszystkim? W forcie „Trump”, że tak to delikatnie ujmę… Co mnie nie dziwi. Kiedy Unia Europejska podpisała 30 grudnia umowę inwestycyjną z Chinami nieliczni ludzie z polskich nielicznych ośrodków doradczych zajmujących się Chinami ogłosili światu (tyle, że po polsku), że Unia popełniła błąd. No, bo powinniśmy się opierać na innych sojuszach, a zwłaszcza na tym ze Stanami Zjednoczonymi. To dość pokrętny sposób wyciągania wniosków z sytuacji, w której Polska złożyła powściągliwe gratulacje Joe Bidenowi w związku z wyborem go na nowego prezydenta USA w ostatniej trójce świata, w drużynie z Rosją i Iranem. W obliczu wydarzeń 6 stycznia to już zawadiacka ekstrawagancja. Ale co tam, co tam, skoro przez 30 lat nie dorobiliśmy się żadnej strategii wobec Chin i jakoś to było, to przecież świat jutro się nie zawali. I jakoś to będzie.

Na szczęście piosenki to mamy takie, że ja pierdziu:

I tego Państwu życzę w tym Nowym Roku!

Leszek B. Ślazyk

e-mail: kontakt@chiny24.com

© chiny24.com 2010-2021

 

 

Show More

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Related Articles

Back to top button