Chiny subiektywnie

Moje trzy feny (chińskie grosze),

czyli Chiny widziane z bliska

Czas na kolejną relację z „wyskoku”… na zakupy. Nauczony doświadczeniem ostatnich tygodni na zakupy wybieram się wcześnie rano. Bo tylko wcześnie rano można kupić wszystko to, co kupić się planowało. Docieram do Carrefoura znajdującego się zaledwie kilkaset metrów od bramy mojego osiedla (a tu wiadomo: przepustkę okazać, czoło na mierzenie temperatury wystawić…) i… całuje klamkę, czy też raczej taflę szklanych rozsuwanych drzwi. Carrefour zamknięty. Zmieniono godziny pracy sklepu. Dlaczego? Przecież zaopatrzenie ponoć ma już charakter regularny, wolnego mieliśmy po kokardę, czemu zatem skrócono godziny pracy sklepu…? Ale przed sklepem stoi niezwykle długa kolejka. Ósma rano, Szanghaj, XXI wiek, kolejka przed zamkniętym sklepem. Jak w Polsce, którą pamiętam z początku lat 80. XX wieku.

Nie, do takiej zabawy nikt już mnie nie zaprosi. Nie będę stał w kolejkach przed zamkniętymi drzwiami sklepu, żeby potem jeszcze może szarpać się z jakimiś podekscytowanymi osobnikami o pietruszkę. Skoro nie nogę zrobić zakupów rano, zrobię je sobie wieczorem. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Wróciłem do Carrefour po 19:00.

No i… nici z zakupów. Z warzyw zostały marne, przebrane resztki. Mięsa brak, mleko zniknęło, a alkoholu czy słodyczy nie pragnę. Jest polski ser salami krojony, o którym pisałem w zeszłym tygodniu. Ale nie kupię, bo już przeterminowany.

Zdjęcia A. Liang

A i smak mnie specjalnie nie zachwycił. Wokół mnie wałęsają się nieliczni naiwni jak ja, którzy skoro już do tego sklepu przyszli, to rozglądają się za czymkolwiek, co ewentualnie w kuchni się przyda. Wyraźnie nie mam fart do tych zakupów. Albo przychodzę za wcześnie, albo za późno. Ale widziałem kolejkę przed Carrefourem. Do tego w Szanghaju trzeba mieć jednak szczęście, czyli nie jest ze mną jeszcze tak źle. „Always look at the bright side”. Zakupy zrobiła mi rodzina przez Internet. Wieczorem, chyba na pocieszenie, lokalna telewizja częstuje mnie relacją o coraz łatwiejszym codziennym życiu w czasie epidemii. Przedstawiciele miejscowych władz wypowiadają się na tle po podwieszany sufit zaopatrzonego działu spożywczego supermarketu. Do dowód, że jest dobrze, a nawet lepiej. Skoro władza tak mówi, no to tak jest. Tylko ja niecierpliwy i pechowy nie trafiam w tą samą rzeczywistość, którą widzę w telewizji. Z wytęsknieniem czekam na tą starą rzeczywistość, ta aktualna jakoś mnie nie przekonuje.

Media niemal dudnią informacjami o tym, jak zycie wraca do normalności, jak wszędzie praca po przerwie rusza z kopyta i ludziom pali się w rękach. Wyglądam przez okno. Od miesięcy realizowana jest tu spora inwestycja deweloperska. Hmmm…., raczej była, bo od pierwszego tygodnia stycznia nie dzieje się tu nic. Zupełnie. Cisza, spokój, nuda. Ale mogę się mylić, wszak wzrok już słaby, słuch też nie najlepszy. No i pamięć do bani. Po prostu nie widzę rzeczy tak, jak widzieć je powinienem. Myślę sobie: jak to dobrze, że Chiny są duże, że te moje jednostkowe, mikro-konstatacje nie decydują o całościowym, pozytywnym obrazie państwa. Ileż ze swoich barw straciłby ten obraz, gdyby patrzeć nań wyłącznie moimi oczami. Ale i mnie się już niebawem poprawi. Wiosna idzie!

Zdjęcia A. Liang

Chiński Internet zalewany jest nieustannie ogromną ilością zdjęć ze szpitali, zdjęć lekarzy i ich pacjentów zarażonych koronawirusem. Czy ktoś z Państwa zwrócił uwagę na to, że wszyscy hospitalizowani mają na sobie własne ubrania, leżą na łóżkach otoczonych własnymi naczyniami i innym drobnym sprzętem codziennego użytku, pod własnymi kołdrami z kolorowymi poszwami? To w Chinach zjawisko normalne, nie tylko w czasie epidemii. Jak to mawiają: co kraj to obyczaj. Pomyśleć, ileż to oszczędności! Jakaż inspiracja dla reformatorów polskiej służby zdrowia. Pranie pościeli w domu, to przecież grosze. A dla szpitala ogromne obciążenie….

Zdjęcie: shobserwer – dla przykładu. Łatwo pacjenta odróżnić od lekarza / news cn

Andrzej Liang

Liang Z. Andrzej (梁安基) – prawnik, analityk, wykładowca, biznesmen. W 1988 roku Chiny stały się jego domem. Posiadł niezwykłe doświadczenie w zakładaniu oraz zarządzaniu firmami i projektami inwestycyjnymi, zarówno na rzecz inwestorów zagranicznych, jak i chińskich. Obecnie członek rad nadzorczych w chińskich korporacjach. Jest uważnym obserwatorem życia społecznego, gospodarczego, zmian zachodzących w chińskiej rzeczywistości. Jak mówi o sobie: ma korzenie, wychowanie i wykształcenie zachodnie, ale duszę Chińczyka, z Chinami wiążą go głębokie więzi rodzinne. Liczy na to, że jego obserwacje i opinie utworzą jeden z pomostów między Zachodem, a rosnącymi globalnie Chinami.

Related Articles

Back to top button